-
Liczba zawartości
4 958 -
Rejestracja
-
Ostatnia wizyta
-
Wygrane w rankingu
197
Zawartość dodana przez Marcos73
-
Victor - takie parkowanie w miastach w PL jest na porządku dziennym. I u nas i u Was ci obeznani bez problemu tak parkują, a przyjezdni odpuszczają. Prawda jest, że początkujący (nie chodzi o początkujących kierowców, tylko o osoby, które dopiero co mają z tym styczność) odpuszczają takie miejsca snując się godzinami po kwartale. A to przecież miejska dżungla 😉. pozdro
-
No to ja mam bardzo podobny do Twojego ino mocowanie jest analogowe 🙂. Bez komputera. I tylko od strony pasażera się otwiera, Żona wyższa - to narty musiała wyciągać. Zawsze chciałem prowadzić 😉. pozdro
-
Andrzejku, chciałem zauważyć, że tez mieszkam w Krakowie. Mam większe auto niż Twoje i jakoś z tym żyję. Albo szwagier jest lelawy, albo to jakiś budżetowy model, albo nie doczytał instrukcji. Nie wiem. NIe mam pojęcia. pozdrawiam
-
My ostatnio, jak jechaliśmy na rowery na Chorwację, kumpel pożyczył z wypo bagażnik na hak. Jakiś Aguri, czy coś takiego. Co chwilę mu opadał, bo nie dało się ustawić docisku na kuli, albo za mocno i nie dało się zapiąć, albo za lekko i się przekrzywiał. A jadąc za nim to ten bagażnik był tak mało sztywny, że jak wchodził w zakręty to się cały przekrzywiał i kładł. Kumpel powiedział, że to była najbardziej stresująca podróż w jego życiu. Co chwilę zerkał w lusterko wsteczne czy jeszcze ma rowery. pozdro
-
Ok, nie poznałem się. Thule to uznana firma, a że ma już renomę - to się ceni. Ale ma dobre jakościowo rzeczy. Mam bagażnik na hak na rowery i jest po prostu świetny. Bardzo przemyślany, prosty w obsłudze i montażu. pozdro
-
Pieprzysz głupoty Mitek, ja mam boksa za 349 zeta - tyle kosztował nowy. Tańszych nie było. Spełnia swoja funkcje z 10 lat jak nie więcej. To jakiś chyba czeski wynalazek. Plastik chyba z zatyczek od mazaków jest zrobiony. Ale działa. Ale tylko na osobówkach. Na busie już słaba opcja. pozdro
-
Tania bo używana. Ale mam i sobie chwalę. Tak ma r 18 ten nie GS - ale tak producent namalował, więc cytuję. pozdro
-
Cze Nie wiem jak u Was z podatkami jest od samochodów - Vito niczym się nie różni od V-ki - jak pisałeś jedynie deską rozdzielczą. Tak de facto to Vito możesz skonfigurować praktycznie identycznie jak V-kę i praktycznie przy takiej konfiguracji nie ma żadnej różnicy w cenie ! Te same silniki, zawieszenie napęd 4x4. V-ka jest tylko odrobine lepiej wyciszona - ale i tak słabo, natomiast wyposażenie można mieć identyczne. Oprócz tych kosmos foteli rozkładanych. pozdro
-
Damiano - nie dziesięć tylko 6 i to brutto - co mnie kosztuje 3700, bo idzie na firmę. To chyba zmienia postać rzeczy. Nart wejdzie więcej niż 3 pary - gość włożył 6. Nawet jak jest trochę zabawy, to na wysokości jajec bez akrobatyki na drabinie - bo w V-ce tak będzie i jest to nieuniknione. Z boksem na haku wjadę wszędzie (galerie, parkingi np. we Włoszech, czy nawet w Austrii z ograniczeniem wysokości), a z boksem na dachu - niekoniecznie. Byłem teraz w komplecie na nartach i samochód był dojebany po sufit. Wybieramy się na bałkany i taki kufer - jako powiększenie bagażnika - rzecz nie do przecenienia, a jedziemy w 6 osób. 400 litrów dodatkowego miejsca. Dla busa to żaden ciężar. To są dla mnie wystarczające zalety, aby to kupić. Mam 2 dodatkowe tablice i mogę to wozić na obojętnie którym samochodzie bo w obydwu mam haki. @jurek_h ma Stoeckli laser GS - mogą być 😉 ? pozdro
-
Paweł, ja jestem leniwy, no nie chce mi się kurwa tachać foteli, je wkładać i wyciągać za każdym razem. A takie cary jak na Twoich zdjęciach - to może w BE - nas nie ma żadnego wpływu na podatek - czy coś. Nie wiem co to te 150/60 eur - to 110 eur zaoszczędził? Na rok? No sorry jak to 110 jurków - to nie chciałoby mi wie takich cudów robić. Nawet jak wyciągnę tylne fotele - to i tak jest zbyt mało miejsca aby narty włożyć, bo samochód jest za krótki. Może jakoś po skosie by weszło, ale chyba nie. Ja mam wersję Long - nie najdłuższą - a to 30 cm różnicy 5,20 vs 5,50m. Ponadto nie rozumiem poco kupować V-ke i robić z niego vito. No wiem oszczędności podatkowe. Za te pieniądze - jakbym miał sobie z tego samochodu zrobić 5-cio osobowe - to już bym kupił GLE. Bo samochód w chuj lepszy - a kosztuje tyle samo. pozdro
-
Cze Bagażnik rowerowy na hak, to najlepsze rozwiązanie. Nie wiem co Twój szwagier kupił, jaki "badziew" ale mój zapinam w minutę. Jest składany - ma uchwyt i kółka transportowe. Zakłada się go banalnie prosto. W 5 sek. go rozkładasz i po kłopocie. Montaż rowerów jest prosty i dużo lepiej się jeździ z bagażnikiem na haku. Ponadto ma znikomy wpływ na spalanie oraz nie ma szumów powietrza. Dostęp do bagażnika jest normalny, bo całość z rowerami się odchyla w prosty sposób. Klapa otwiera się normalnie i bezproblemowo. Rowery nie wystają poza obrys samochodu, więc z jazda nie ma żadnego problemu. Przy cofaniu trzeba tylko pamiętać, że jest dłuższy i tyle. Gorzej chyba zapamiętać, że mając rowery na dachu, samochód jest wyższy. Ja mam cały boks porysowany z góry, bo na początku Żona z nim jeździła praktycznie całą zimę. Za każdym razem go ściągać - no dla mnie to totalny bezsens - ale parkingi w galeriach nie są takie wysokie. Na szczęście mój jest badziewny i mocno elastyczny - wcześniej Żona jeździła osobówką - a jednak ona była sporo niższa. pozdro
-
Co do V-ki - to się mylisz - miejsca jest mało - 6 par do środka na siłę włożysz - więcej nie ma szans. Przy 6ciu osobach i układzie foteli jakie ja mam. Z kanapą nic nie włożysz, bo nie ma jak. Ja mam samochód do celów prywatnych. Jeśli samochód jeździ zarobkowo, to spalanie, opór nie ma znaczenia, bo za to i tak zapłaci klient. Jak jedzie 8 czy 9 osób 2-3 l więcej na 100km są pomijalne. Dużo praktyczniejszy jest Vito w bidnej wersji, bo ma ażurową kanapę i można pod nią narty wsunąć. Ale coś za coś. Chciałem komfort - strata na praktyczności, taki był zamysł zakupu tego samochodu. Ma być przede wszystkim wygodny dla pasażerów. Taki jest. Bez drabiny ładowanie czegokolwiek na dach przy moim wzroście jest niemożliwe. Czyli kolejny grat w bagażniku, który dla 6-ciu osób i tak jest mały. Jestem do bólu praktyczny i leniwy. Tak jak coś robisz w domu, starasz się zrobić to dobrze, bo wiesz, że Cie będzie wkurwiać następne kilka lub kilkanaście lat. Już problem jest z suvem dla mnie - mniejszy, ale jednak. W osobówce było spoko i tak też jeździłem. pozdro
-
Ale to osobówka - w V-ce, Transporterze czy nawet w Cadyy jest inaczej - bo klapa jest duża i potrzebuje dużo miejsca na otwarcie. Ja mam szybę tylna otwieraną niezależnie od klapy, to trochę ratuje sytuację. pozdro
-
Jak nie masz haka - to tak. To drogi boks generalnie. Bardzo fajne rozwiązanie - dziw bierze, że jeszcze nikt tego nie skopiował ze znanych producentów. Boks dachowy + belki - też tak tanio nie wychodzi, jak się kupi porządny. Na minus dachowego - to montaż i demontaż - zawsze to jest kłopotliwe. Belki także. Mimo, iż mam thule wing to huczą jak diabli podczas jazdy. Mam bagażnik rowerowy na hak - thule - był drogi, a kupiłem go za namową kolegi - który dużo jeździ z rowerami i stwierdził, że poprzedni który miał, też thule to nie ma podejścia jeśli chodzi o zakładanie rowerów, a generalnie o spinanie. W poprzednim - to zakładanie było niczym tetris. Odpowiednia kolejność rowerów oraz ich ustawienie - bo zwykle ostatniego nie dało się zapiąć bo ramy w poprzednich przeszkadzały w zapięciu ostatniego. pozdro
-
Przy cenie Lambo Urus to chuj nie wynik - frytki 😉, no i można zapitalać, przynajmniej nie zedrze boksa z dachu. pozdro
-
Z ciekawości - na Twój gust ile tam par wejdzie? Ostatnio jak wracałem z Bormio na stacji gość miał taki, chciałem pogadać co i jak, ale mył samochód na ręcznej myjni, jak już się zorientowałem, że przestał, to niestety pojechał. pozdro
-
Cze Jak nie masz Lambo z miliony to raczej sztuczny problem. Z doświadczenia. Boks w osobówce to inna bajka niż w suvie. Ja jestem niski (nie wiem jak Ty) i pakowanie czegokolwiek do boksa jest problematyczne. Trza się wspinać po samochodzie żeby cokolwiek w boksie ułożyć. Ja jestem minimalistą. Im prościej tym lepiej. Nie wiem co to za suv, ale to z reguły samochody o małych bagażnikach, a na pewno mniejszych niż w klasycznym kombi. A już suv coupé to tylko jest ładny. Belki i boks na suvie, to nie to samo co na osobówce. Mam i belki i boks, ale go nie wożę. Po pierwsze everyday musiałbym się tam wspinać, a po drugie strasznie huczy podczas jazdy, w porównaniu do osobówki to kosmos. Plecaki sa bardzo praktyczne i nic Ci się z nich nie wyleje. Nie jakieś pokrowce na buty, ale plecak na sprzęt narciarski. Druga rzecz, komplet szczotek dla wszystkich i czyszczenie sprzętu po jeździe. Pakowanie należy do Ciebie ale czyszczenie już nie. Wszyscy bez wyjątku we własnym zakresie. Ponadto buty trzeba pospinać przed włożeniem do plecaka - a tak trzeba robić, bo wie nie odkształca skorupa. Rzepy do nart pomocne lepiej się wkłada, bo wie nie rozlatują, a i przerwa jest miedzy nartami i krawędzie tak nie rdzewieją, generalnie powinno się wytrzeć do sucha po jeździe, ja także mam stary prosty pokrowiec po nartach syna, mały do którego wrzucam wszystkie kije. Nie pałętają się, nie haczą i wszystkie są w jednym miejscu. Zmierzyć najdłuższe kije i kupić ciut większy, prosty za 3 dychy. Jak masz hak, to to jest fajne, choć nie tanie rozwiązanie. Boks na narty na hak, łatwo można go zamienić, boki są wyciągane i wkłada się proste, w dodatkowy boks na ekstra bagaż na narty. Baza jest jedna i można dokupić na rowery (ściągasz boks i zakładasz uchwyty na rowery). Wszystko co masz na haku jest lepsze niż na dachu. Ja już dawno bym to kupił, tylko nie mam gdzie przymierzyć. Głównie chodzi o otwieranie klapy w V-klasie, która jest ogromna i żaden z bagażników na hak nie jest w stanie się tak odchylić, aby otworzyć klapę. pozdro
-
Mitek po tylu latach powinieneś wiedzieć, że forum to wieczna walka ... pozdro
-
Cze Dzieci tez maja sezonówkę? Wszystkie? Czy od jakiegoś wieku. pozdro
-
Sezonówka Magic Pass na sezon 25/26 - 419 CHF
Marcos73 odpowiedział Jan → na temat → Gdzie na narty?
Janek - cena jest petarda. Nie kupię, bo nie mam możliwości czasowych jeździć tyle co Ty, ale może kiedyś w przyszłości ..... pozdro -
Cze Prościej jest kupić plecak na buty. Jest to najwygodniejsze rozwiązanie. Odpada problem z noszeniem wszystkiego. Ponadto w boksie masz sprzęt i buty będą dodatkowo ciągnąć wilgoć. Ja osobiście, jakbym miał wszystko zabrać z samochodu luzem np. buty do suszenia, narty do narciarni i resztę, to bym oszalał. Dymanie na 2 x nie wchodzi w grę. A tak plecak na plecy, narty do ręki - do narciarnio - suszarni. Kask gogle i rękawiczki w pokoju na kaloryfer i rano mam wszystko suche. Niczego nie zapomnę - bo wszystko mam w jednym miejscu. Do plecaka można wrzucić dużo szpejów czasami potrzebnych - zapasowe rękawiczki, szyby do gogli, diament, smar w spray-u etc. Nawet jak się przebierasz przy stoku to do niego wrzucasz wszystko czego się pozbywasz i masz w bagażniku sucho. A jak masz daleko na stok - to możesz wie przebrać na stoku, a plecak zostawić gdzieś na stacji. Ja tak robię od X lat i jeszcze nikt mi nic nie ukradł. Nawet o to specjalnie nie dbam. pozdro
-
Nartowanie Krzyśka, Natalii (alias Leosia) i Rafała
Marcos73 odpowiedział KrzysiekK → na temat → Nauka jazdy
Cze Szukaj na Snowtrex - bezpłatne odwołanie jest zwykle do końca września. Maja dobre oferty. Na pewno coś znajdziesz - zawsze możesz zrezygnować bezpłatnie. Zwykle jest to bezzaliczkowo. Ja tak bukowałem i Madonna i Bormio. Zaraz jak się pojawiły oferty. Mimo usilnych starań nie znalazłem nic lepszego w podobnych cenach, a raczej z m-c/m-c było drożej. pozdro -
Nartowanie Krzyśka, Natalii (alias Leosia) i Rafała
Marcos73 odpowiedział KrzysiekK → na temat → Nauka jazdy
Bo tak jest - jest nauczycielem i może wyjeżdżać tylko w dni wolne w szkole. pozdro -
Bo kartoflisko - to następny level. Z resztą wiesz - bo próbujesz nowych rzeczy. Wbrew pozorom, to łatwiej się jeździ w kartoflisku za kimś, kto ma pojęcie jaka linię wybrać. Bo to jednak skręty wymuszone terenem. Naśladując doświadczonego narciarza, można chociaż przestać szukać linii jazdy - bo on wybiera zwykle optymalną. Paweł, przecież to nie zarzut - tylko oczywistość. My mamy blisko i uprawianie narciarstwa rodzinnie jest prostsze. Możemy w każdy weekend gdzieś razem pojechać - bo mamy blisko. W Twoim wypadku - to przecież jasne jak słońce - nie ma możliwości (w moim także i zdecydowanej większości także) zabierać dzieciaka kilka razy w sezonie na tygodniowe wypady na narty. Ja od czerwca urabiam Żonę, aby syn mógł chociaż raz wyjechać w trakcie szkoły z klubem na lodowiec. 2 x w jednym sezonie był tylko raz. Akurat mieszkam w takim rejonie, że narty i rower są proste do uprawiania, kajty sobie odpuszczam. pozdro
-
Chłopie - bo inaczej nie mogę zadać pytania, o czym ty piszesz? O jakich mistrzach i jakich wymianach żon? Może Ty się w takim towarzystwie obracasz. To są normalni inteligentni ludzie, którzy żyją w PL na poziomie średniej europejskiej. Pracują, dobrze zarabiają i żyją jak każdy europejczyk. Ze względu, że nasz syn urodził się dość późno, mamy przede wszystkim znajomych młodszych o co najmniej 10 lat. Piszę z perspektywy niedalekiej przeszłości a nie zamierzchłych czasów. Victor nie jest jakimś ewenementem na skalę światową, bo mam takie osobniki w najbliższym otoczeniu. Osoby, które niedawno zajawiły się narciarstwem, a że ich na to stać, to realizują w podobny sposób do Victora swoje hobby. Jest dużo jazdy, są szkolenia, może w nieco innej formule niż u Victora, ale cykliczne (1x w sezonie) i ale wielodniowe. Zaczynali praktycznie od zera i efekty są bardzo podobne do tego, co prezentuje Victor. Różnica jest taka, że równocześnie szkolą dzieci, nie tylko samych siebie. Ale tutaj nie piszemy o osobach, które jada w Alpy się poślizgać i posiedzieć w knajpach, tylko o ludziach, co chcą się nauczyć jeździć. No ale jakie to ma znaczenie - w tym co zaprezentował Victor. Kolega o którym wspominałem jeździ na nartach 181cm długości. No na dzisiejsze standardy to chyba wystarczająco długie - nie sadzisz? Jest w stanie pojechać tak jak Victor - na podobnej długości nartach i tak jeździł ze mną w Madonnie, po paru latach nauki. Jednak wie - podobnie jak Victor, ze jeszcze sporo przed nim nauki, bo czar prysł, jak pojechaliśmy w mocno zmuszony teren - juz to tak kolorowo nie był. Ale on sam to zaproponował, a że znam bardzo dobrze ten ośrodek, to wiedziałem która trasa będzie na 100% w takim stanie. Spróbował, stwierdził, że jeszcze trzeba bardzo dużo kartofelków zjeść, żeby po takim terenie swobodnie jeździć. Co nie znaczy, że nie będzie próbował. pozdro