-
Liczba zawartości
4 963 -
Rejestracja
-
Ostatnia wizyta
-
Wygrane w rankingu
197
Zawartość dodana przez Marcos73
-
Nie wiem o co Ci chodzi i co starasz się udowodnić. Znam wiele osób, z niektórymi nadaję na tych samych falach, niektórych toleruję bo nie ma chemii a niektórych nie trawię i omijam szerokim łukiem bo to nadęte, zarozumiałe bufony. pozdro
-
Tak, znam ich osobiście na polu prywatnym. Bardzo porządni, normalni ludzie. Pewnie są i też kanalie, Ale tymi ja się nie zadaje. pozdro
-
Znam sporo osób z tego kręgu i nie potwierdzam Twoich domniemań. Więcej niż sporo. pozdro
-
Szkolenie dla slalomistów (Włochy, 23-28 lutego)
Marcos73 odpowiedział kss_marcin_skispa → na temat → Wyjazdy zagraniczne
Zajebiste ! pozdro -
Wiesiu, ale absolutnie się z tym nie zgadzam, każdy kto kupuje karnet przyjmuje treść regulaminu i się z nim zgadza i zobowiązuje się do jego przestrzegania. To taki lokalny akt prawny obowiązujący na terenie stacji narciarskiej. Nikt nie może być ukarany za jego przestrzeganie, a jedynie można jego zapisy podważyć i żądać zadośćuczynienia od jego twórców, nie można karać osób, które się do niego stosowały. Po to jest regulamin funkcjonowania stacji określający prawa i obowiązki użytkowników jak również właściciela stacji. Tylko w oparciu o jego zapisy będzie rozpatrywana sprawa, o ile takie istnieją. Przykład zapisów jednej ze stacji (Pingwin) - na czarno punkty, które się przenikają i dają dużą swobodę ekspertowi do interpretacji. a. Zachowania się w taki sposób, by nie stwarzać niebezpieczeństwa ani szkody dla innej osoby. b. Zjeżdżania z szybkością dostosowaną do swoich umiejętności oraz rodzaju i stanu trasy, warunków atmosferycznych i natężenia ruchu. c. Wybierania takiego toru jazdy by uniknąć zdarzenia z innym zjeżdżającym, znajdującym się przed nim. d. Wyprzedzania innych użytkowników tras tylko w takiej odległości, która zapewni wyprzedzanemu wystarczającą przestrzeń dla wszystkich jego manewrów. e. Wjeżdżania na trasę narciarską, po uprzednim sprawdzeniu czy można to uczynić bez zagrożenia dla siebie i innych. f. Unikania zatrzymań na trasie zjazdu, zwłaszcza w miejscach zwężeń i miejscach o ograniczonej widoczności. Po ewentualnym upadku należy usunąć się z toru jazdy tak szybko, jak to możliwe. g. Podchodzenia lub schodzenia wyłącznie poza granicami trasy zjazdowej. h. Przestrzegania znaków narciarskich umieszczonych na trasie zjazdowej. i. Używania sprawnego technicznie sprzętu narciarskiego i snowboardowego odpowiedniego do rodzaju podejmowanej aktywności, zgodnie z jego przeznaczeniem i zasadami użycia. O tym , że pierwszeństwo ma ktoś z dołu, mówi tylko 1 z punktów. I nie jest to punkt najważniejszy. Wszystkie są równoważne. Oceniający zdarzenie musi którymś z punktów podeprzeć, który wybierze, wszystko zależy od jego oceny zdarzenia na podstawie zebranych materiałów. To co pisałeś o wysokości względnej można zinterpretować jako a lub b albo łącznie. Co też pewnie miało zastosowanie przy kiedyś wspomnianym wypadku instruktora, który przerżnął cały stok w poprzek i zatrzymał się tuż przed narciarką zjeżdżająca skrajem trasy. Bo jednak to On został uznany za winnego całego zdarzenia. Sąd - a jednak są to na szczęście póki co ludzie a nie bezduszne maszyny, bierze pod uwagę wszystkie okoliczności i potrafi także wykazać się empatią. Bo jednak bierze pod uwagę czynniki łagodzące, a i jeśli sprawca jest mocno poszkodowany, to może wydać wyrok dużo bardziej łagodny, byleby nie przyniósł szkody faktycznie "poszkodowanemu" i nie będzie miał wpływu na dalsze jego życie, choćby na polu zawodowym. Nie ma sensu kopać leżącego, przecież to w większości, zwykli, normalni ludzie, którzy znaleźli się w niekomfortowej sytuacji. pozdrawiam
-
Mateo, zapomniał wół - jak cielęciem był 🙂 Pukinij się w głowę, pare postów wcześniej, póki jest jeszcze na to czas 😉. pozdrawiam
-
Szymek robi alfabet od tyłu, się nie dziw bo tak jeździ zazwyczaj 🙂 pozdro
-
Bo swój chłop, który to pisał chciał być światowy 😉 pozdro
-
Oficjalna strona GOPR 🙂 pozdro
-
Odsyłam do kodeksu Fis. 7. Podchodzenie Narciarz powinien podchodzić tylko poboczem trasy, a w przypadku złej widoczności powinien zejść zupełnie z trasy. To samo zachowanie obowiązuje narciarzy którzy pieszo schodzą w dół. Komentarz FIS : Trasy narciarskie są z założenia przeznaczone do ruchu jednokierunkowego – w dół. Pojawienie się osoby poruszającej się w przeciwnym kierunku stwarza zagrożenie dla poruszających się w dół. Ślady _butów wyciśnięte w śniegu pogarszają warunki bezpieczeństwa jazdy i odpowiada za nie ten kto je pozostawił. pozdro
-
A co się zmieniło? Nadal to sport grawitacyjny i zjeżdża się z góry na dół. pozdro
-
Też takie widziałem. pozdro
-
Cze Przy takich umiejętnościach a i sprzęcie na którym jeździsz to wybór narty nie jest aż tak trudny. Szukasz narty pośredniej - dobrej. Albo Hybryda w długości max 175-180cm i będzie bardziej jak przedłużona slalomka (oczywiście top katalog sklep), albo sklepowy GS 180 lub ciut dłuższy - czy tam master (tak samo Top model) i tu raczej jako bardzo skrętna gigantke trzeba to potraktować. Można także jakiegoś solidnego AM spróbować - nieco szersza, ale to tez bardzo dobre narty. Tutaj jeśli będzie okazja trzeba spróbować wypożyczyć, z kimś się zamienić i zobaczyć na żywym organiźmie jak te narty się sprawują w porównaniu do Twoich obecnych - bo pewnie różnica będzie, ale musi być akceptowalna. pozdro
-
Inteligentna riposta. Janek bez urazy. Kolega dobrze kojarzy fakty i mity😉.
-
Andrzeju, wszędzie tak jest, nie musisz tego sprawdzać. Po to powstał Dekalog FIS aby ujednolić zasady bezpiecznego poruszania się po stokach - wszędzie. Jest doskonale skonstruowany, prosty i jasny. My ludzie zaczynamy to komplikować, bo nam się coś wydaje nie mając nic o tym pojęcia. Bezpieczna odległość, prędkość, miejsce zatrzymania się etc. - to taka jaka ma być. Ani mniejsza ani większa - niemierzalna, a jednak wprost określona. Jak napisał @Lexi na stoku i nie tylko trzeba używać mózgu. Taki kocopoł powstał w Polskim prawie drogowym. Zmienili przepisy, bo się jakiś cymbał do tego dorwał. Kierowca jadący 100 km/h musi jechać co najmniej 50 m za poprzedzającym samochodem, 120 km/h - 60 m, 140 km/h - 70 m. I kurwa co? Jak kierowca 40 tonowej ciężarówki wjedzie w osobówkę to jest winny, czy nie? Jeśli udowodni, że zachował przepisowy dystans a jednak nie wyhamował, to trzeba go ukarać czy nie? Bo nie wiem. Jeśli jechał przepisowo, zgodnie z prawem to nie ma podstaw do jego ukarania. Poprzedni zapis o bezpiecznej odległości regulował wszystko i rozstrzygał wszystkie kwestie sporne. Nie była określona żadnym parametrem, jednak bardzo dokładnie wskazywała odległość. Masz jechać tak, aby nawet w najgorszym możliwym scenariuszu mógł wyhamować. Proste. Ja jadąc samochodem, skąd mam wiedzieć ile to 50-60m? Co ja mam miernik w oczach? Jak mam wykonać jeden z najniebezpieczniejszych manewrów jak wyprzedzanie? Tworzą to debile co nigdy za kierownica nie siedzieli. Manewr wyprzedzania ma być szybki i krótki. Wtedy jest bezpieczny, na tyle na ile to możliwe. Teraz mam wyprzedzać ciężarówki przez kilometr czy też dwa? Ma być bezpiecznie czy zgodnie z przepisami? W tej formie tego się nie da pogodzić. Andrzeju, biegły - to jak nazwa wskazuje - specjalista w pewnej dziedzinie. Nie Jest to Józek z garażu, który zna się na wszystkim. I nie ma nawet gdyby posiłkował się - tylko skoro jest wpisany w regulamin stacji to określa zasady poruszania się po stoku. A które punkty - to zależy od okoliczności, przebiegu zdarzenia etc. Jest mało i ktoś, kto sie na tym zna i ma z tym styczność będzie wiedział. Oczywiście są sprawy trudne. Ale te zapisy się przenikają i wzajemnie uzupełniają. Prawo o ruchu drogowym, jest tak skonstruowane aby wykluczyć współwinę. Takie przypadki są niezwykle rzadkie. Bo inaczej nie ma sensu tworzyć takiego prawa, bo będzie martwe. Doskonały przykład. Jechałeś prawidłowo, ale zabrakło doświadczenia i zdolności przewidywania. Za dzieci odpowiadają ich rodzice - nie Ty. Na szczęście nic się nie stało poważnego, jedna pewnie wyciąłeś z tego lekcje na całe życie. Na nartach jest podobnie. Oprócz owych zapisów, jednak dobrze jest samemu prewencyjnie zadbać o siebie. To dość długa nauka, która praktycznie nigdy się nie kończy. Ja jeżdżąc z synem, notorycznie mu zwracałem uwagę, na wszelkie jego zachowania, a już tekst " Bo zajechał mi drogę" doprowadzał minie do szewskiej pasji. W końcu zrozumiał i się naumiał. Do tego stopnia, że w Bormio mnie zjebał, bo się zatrzymałem na stoku za nisko i byłem słabo widoczny. Skuliłem uszy i tyle - bo miał rację. Ale w duszy się cieszyłem, bo nauka nie poszła w las. Dla Ciebie z cyklu znajdź podobieństwo, ta sama faza jazdy i ten sam stok 😉. No coś udało mi się mu przekazać. pozdro
-
Szymek, dzięki ze Ci się chciało. Wyrok jednoznacznie wskazuje jako podstawę orzeczenia Dekalog FIS. Wpisany w regulamin tworzy zakres praw i obowiązków użytkowników. pozdro
-
Panie Andrzeju. Regulamin ze strony Zwardoń ski. Opisuje zasady panujące na ich stoku. https://www.zwardonski.pl/stacja-narciarska/regulamin pozdro
-
Pytałem z ciekawości, bo nigdy tam nie byłem - ale znam te nazwy ośrodków. Twoje zdjęcia z góry i z dołu pokazują fajna górkę - natomiast film mocno spłaszcza stok. Inna perspektywa. pozdro
-
A film? Także Wańkowa? pozdro
-
Skąd fotka? pozdro
-
Michał, regulamin reguluje zasady panujące na stoku. A nieznajomość Regulaminu z niczego nie zwalnia. Na stoku przebywają osoby dorosłe, jak również dzieci, które są pod opieką dorosłych i to one za nie odpowiadają. Problemem jest, że większość dorosłych chce być traktowana jak osoby dorosłe, a jak przyjdzie co do czego to zachowują się jak dzieci. Osoba dorosła ponosi konsekwencję swoich czynów. Na trasach narciarskich obowiązuje Regulamin zarządcy i kazdy ma obowiązek się do niego stosować, czy go zna czy tez nie. Jeśli mu się nie podoba, nie powinien z niego korzystać. A jeśli go nie zna - to już jego problem. Na stokach nie obowiązują przepisy drogowe, lotnicze ani morskie i nie mają żadnego zastosowania. Wiesiu pisze bzdury, bo chyba nigdy nie był w sądzie. Ja z racji prowadzonej działalności przynajmniej 1 w roku szarpie się z jakimś klientem sądowo. Żaden sędzia nie działa poza prawem, a i nie wydaje wyroków na swoje widzimisię. Od tego są biegli sadowi - specjaliści w danej materii, na podstawie których sady orzekają, jeżeli wykracza to poza ich wiedzę. Ostatnio walczyłem z bardzo dużą firmą kosmetyczną, bo nie uznałem reklamacji. Sprawa trwała 3 lata. Chodziło o zarzut kolorystyki dostarczonych materiałów. Całość poszło do analizy na Politechnikę Warszawską, gdzie przeprowadzono analizę i stwierdzono, że kolorystyka jest w granicach PN z dopuszczalnymi odchyłkami, zgodna z Prin proofem zaakceptowanym przed drukiem przez Zamawiającego. Sędzina nawet nie spojrzała na materiał dowodowy - bo nie ma o tym zielonego pojęcia. Podstawą była opinia z Politechniki Warszawskiej. Jedynie od siebie zjebała pozwanego, ze nie orientuje się w prawie, bo procedura reklamacyjna została przeprowadzona prawidłowo, ich dział jakości towar zwolnił, część się rozeszło, kredyt kupiecki nie został zapłacony (FV przelewowa), towar nie został zwrócony do producenta i generalnie zawracanie gitary. Pozwany generalnie zapłacił za wszystko, bo mu się wydawało że się zna. Ostatnio miałem scysje z drogówką, która była u nas pod kamienicą na interwencji. Droga wewnętrzna - niby nie podlega przepisom ruchu drogowego, a jednak jakieś zasady na niej obowiązują. Zarządca drogi ustawił znaki, robiąc ja jednokierunkową. Jednak, ze jest to droga wewnętrzna - to każdy robi co chce, a nagminnie jeżdżą pod prąd. Poszkodowana była moja Żona, bo się wkurwiła i zostawiła auto na środku drogi i zadzwoniła po policję. Przyjechały nieogary z drogówki i stwierdziły, ze na drodze wewnętrznej można robić wszystko, jak jeden z nich stwierdził debil, można nawet po pijaku jeździć. Generalnie zdupcyli Żonę - osoby jadące pod prąd wyjechały i miało być po sprawie. Na nieszczęście całości przyglądali się prokuratorzy których owa droga jest także ich drogą i parkingiem zarazem, bo nasza kamienica graniczy z budynkiem Prokuratury Apelacyjnej. Znamy się z widzenia, bo my im zwalniamy miejsca na parkingu jadąc do pracy, a oni nam jak pracę kończą. Wystosowałem skargę na działania funkcjonariuszy biorący udział w zdarzeniu. Przerzucanie się pismami i takie pierdolenie. W końcu pismo wysłał mój adwokat, przy okazji wskazując świadków całego zdarzenia (prokuratorzy zaoferowali swoją pomoc - byli świadkami całego zajścia) i nagle okazało się że Policji rura zmiękła. Jest zapis, że każdy kierujący jest zobowiązany do przestrzegania oznaczeń ustawionych przez zarządcę nawet na drodze wewnętrznej, a policja może interweniować i nakładać mandaty w wyjątkowych sytuacjach, jeśli kierujący stwarza zagrożenie dla innych (jazda pod prąd). Nasze słowo przeciwko słowom funkcjonariuszy to chuj, ale słów i zeznań prokuratorów nie będzie można już tak łatwo podważyć. Bo to urzędnicy Państwowi. Ponadto zapisy z monitoringów, a u mnie ze względu na lokalizację (Prokuratura, Prokuratura Apelacyjna, Szkoła prokuratorska, Sąd Okręgowy etc). jest w sroc. Były przeprosiny ze strony Policji, Funkcjonariusze otrzymali nagany, a osoby roszczące sobie racje zostały ukarane mandatami za złamanie przepisów. Droga wewnętrzna jest specyficzna drogą, ale nie znaczy to, ze można na niej wszystko robić. pozdro
-
Janek, kodeks Fis ma 10 punktów, nie pierdol że z powodu swojego wieku nie jesteś w stanie go zapamiętać i po tylu latach na nartach go nie znasz. Po niemiecku jest taki sam jak po polsku. Jakbyś w którymś z języków którymi władasz nie rozumiał. pozdro
-
Toś mnie ubawił po pachy, jak Ty nie masz kondycji to Mikołów nie jest Pępkiem Świata😀. Oj Piter, Piter. Bajerant z Ciebie. pozdro
-
Cze Ale jaki powód, a raczej czego od nart oczekujesz. Bo to na zasadzie - Znudził mnie ten fajny, komfortowy, wygodny, pojemy, ze sportowym pazurem samochód i zmieniam na smarta bo .... się nim lepiej parkuje. Więcej zalet nie ma smart nie ma. GS sklepowy - czy solidny AM - to narty o szerokim wachlarzu zastosowań - bardzo uniwersalne. Praktycznie wszystko można na nich pojechać. Nie są to stricte narty specjalistyczne - raczej ogólnego zastosowania. Sprawdzają wie na każdych stokach i praktycznie w każdych warunkach - szczególnie u osób o takich umiejętnościach. pozdro
-
Przepisy są jasne @Victor i nie ma co z nimi dyskutować. W obu przypadkach winni są nadjeżdżający z góry. Nie ma znaczenia co wyprawiaja pod nami inni użytkownicy, osoba nadjeżdżająca z góry, jako że ma najlepszy ogląd na trasę - musi zachować ostrożność. Są oczywiście sytuacje sporne i zazwyczaj trudne do rozstrzygnięcia. Ale żadna z tych do nich nie należy. W pierwszym przypadku ewidentnie narciarz nadjeżdżający z góry nie zachował ostrożności, jechał zbyt szybko. Narciarka poruszała się długi okres w poprzek stoku i była przewidywalna. W drugim przypadku deskarz wybrał ewidentnie złą linię. Coś na zasadzie napastnika piłkarskiego który wchodzi między dwóch obrońców - czasami się to udaje i ma wolne pole. Znamienne jest - czasami. Tak tez było w tym przypadku. Drugą rzeczą jest, że o swoje bezpieczeństwo na stoku musimy zadbać sami. Nikt inny za nas tego nie zrobi. W przytoczonych filmach zabrakło wszystkim uczestnikom doświadczenia stokowego. Obycia, umiejętności. Ktoś, kto jeździ długo ma pewne wpojone automatyczne zachowania. Wynika to z przypadków jakie widział, czy też jakich sam doświadczył. W pierwszym przypadku dziewczyna powinna (bo mogła i nie było ku temu przeszkód) spojrzeć w górę, nie dla tego że jest to jej obowiązkiem, ale dla swojego bezpieczeństwa. Każdy, kto trochę czasu już spędził na stoku, by tak postąpił, wiedząc ze swojego doświadczenia, że na trasie jak i na drodze trzeba stosować zasadę ograniczonego zaufania. pozdro