-
Liczba zawartości
84 -
Rejestracja
-
Ostatnia wizyta
Zawartość dodana przez BraCuru
-
Wyróżniała się na stoku nie tylko jazdą Zobaczcie na jej świetną podstronę ze zdjęciami z jej dzieciństwa: http://www.laragut.ch/lara/ Pierwszego dnia byliśmy zdezorientowani tymi tłumami zawodników. Od kolejnego zrozumieliśmy jakie trafiło nam się wielkie szczęście i zaczęliśmy to wykorzystywać. Tak jak pisałem w 6 dni poprawiliśmy technikę jak nigdy do tej pory. Potęga! Polecam każdemu ambitnemu amatorowi "podpiąć" się pod takie zgrupowania. Teraz zapraszam na post o wiosce. Nie będzie to artykuł z wszechwiedzącej wikipedii. Raczej coś bardziej osobistego i subiektywnego. Zacznę z grubej rury: Zermatt 10/10. Nieważne ceny, nieważne taxi-melexy rozjeżdżające przechodniów, nieważne tłumy turystów, nieważni szorstcy i niemili lokalesi, nieważny cygański bałagan w samym sercu miejscowości. Ważne jest poniższe: 1. Bajkowe otoczenie. Dookoła przewysokie, strome góry ale jakby w zasięgu ręki i zapraszające do wizyty. Chyba każda alpejska wioska zazdrości Zermattowi takiego widoku: Co ciekawe Matternhorn prezentuje się inaczej od pozostałych stron. Już nie tak tajemniczo, groźnie, monumentalnie. W dalszej okolicy parę 4-tysięczników wraz z najwyższym szwajcarskim szczytem Monte Rosa (dla nas a dla Szwajcarów Dufourspitze na cześć ich znanego kartografa). To trzeci szczyt Europy. 2. Zermatt to drugie znane mi miejsce na świecie po Picadilly Circus z taką mieszanką narodowości - prawdziwa globalna wioska. Wioska żyje od rana do późnego wieczoru. Już od 6 rano na uliczkach spotyka się sporo aktywnych biegaczy, narciarzy i alpinistów. Główna ulica jest gwarna od godzin otwarcia sklepów. Wieczorem dużo ludzi w kanjpkach (ale tylko tych przy głównym deptaku i większość sączy piwko lub dzióbie skromną sałatkę lub kanapkę - ceny!!!). Tego logo nie może zabraknąć w żadnej liczącej się miejscowości Co ciekawe tydzień wcześniej siedziliśmy w St.Moritz. Tamto miasteczko jest martwe i bezduszne. Enklawa dla snobów i milionerów. Brrrr.... 3. Historia. Poznaliśmy ją od kapelana pełniącego dyżur w anglikańskim kościółku. Kapelan był przedumny prezentujac nam fakty, że Zermatt tak naprawdę został odkryty przez angielskich turystów pod koniec XIX wieku. Zermatt szykuje się mocno do przyszłorocznej 150 rocznicy rozdziewiczenia Matterhornu. Myślę, że warto sprawdzić kalendarium wioski i zaplanować wizytę na lipcowe narty w 2015. Pierwsze udane wejście przypada na 14 lipca. Kupiliśmy książkę zdobywcy Edwarda Hympera (jedynego angielskiego zdobywcy, który przeżył wraz z 2 lokalesami (ojcie i syn). Pozostałych 4 Angoli zginęło podczas dramatycznego zejścia. Hymper jest pochowany w kościółku anglikańskim. Podobnie jak większość angielskim alpinistów, którzy oddali życie w okolicach Zermatt. Sporo, sporo Zapytałem kapelana o aktualne tragiczne statystyki. Zaskoczył nas odpowiedzią. Większość anglojęzycznych zgonów to nie alpiniści ale Mr lub Mrs Smith co przyjeżdżają na urlop all inclusive. Widząc tragicznie wysokie ceny w knajpach, starają się nie "zmarnować" ich pełnego i obfitego pakietu. Obżerają się tak jakby byli na Teneryfie po czym nsatępnego dnia próbują zrobić parę kroków po mało horyzontalnych okolicach na wysokości 1600m npm. Ich pompki tego nie wytrzymują . Powaga! Teraz już wiemy czemu angielskie nagrobki do lat 70 miały napisane "killed at Matterhorn" a potem "died at Zermatt". Na paru tabliczkach widniały nazwiska małżeństw-alpinistów. Historie nadające się na hollywoodzkie scenariusze. Np żona zginęła na Matterhornie w wieku 60 lat a mąż zrobił to samo ale 20 lat później w wieku 94 lat. 4. Architektura. Widok na miejscowość: [/url] Zermatt to dziwne pomieszanie starego i nowego. Nie wiem czy to jest urocze ale na pewno intrygujące. Większość pensjonatów i hoteli powstało w latach 70-tych. Nie zachwycają: Pojawiają się również nowe budynki o charakterystycznych szklanych ścianach. Oczywiście wszystko po to, aby nie ograniczyć cudownych widoków. Praktyczne ale czy ładne? Centrum to wysyp 5 gwiazdkowych hoteli: Najpiękniejsze są jednak domki z okresu przedanglikańskiego. Można je spotkać praktycznie wszędzie. Wiecie, że mieszkają w nich ludzie! A parę zostało przerobionych na luksusowe chalety na wynajęcie lub kupno. Górny Zermatt: i jeden z kamyków narzutowych: No i te ogródki z sałatą i kapustą! W samym centrum miasta można spotkać coś takiego: Koncert trąbaczy pod kolejką. Polecam, bo pięknie fałszują
-
Na dobranockę obiecane fotki z włoskiej knajpy na grani-granicy z ultra europejskimi standardami (czytaj cenami) Za to atmosferka zupełnie inna niż u sztywnych Szwajcarów. Miło, wesoło, sympatico i na swoje zamówione danie co miało być przyniesione do stolika za 5 minut czekałem 20. Włoska maniana bardzo nam się podobało. Widok ogólny: Widok szczegółowy tzn taras widokowy: Widok toalety: Widok z toalety (w oddali Mt.Blanc): Jutro postaram się "ocenić" wiochę Zermatt
-
To była akurat Chorwatka. Nie wiem co się stało. Rano jechaliśmy z nią kolejką i uzanliśmy, że Chorwaci mają najlepsze stroje. Dominowali Szwajcarzy, Austriacy i Włosi (kadry narodowe ski & snow). Poza nimi sporo Amerykanów, trochę Kanadyjczyków, Rosjan, Francuzów, Słoweńców, Chorwatów. Widzieliśmy nawet reprezentantów Albanii. Ewakuacja Chorwatki: Ten post jest dedykowany zawodnikom. Stanowili oni zdecydowaną większość użytkowników lodowca. Do godziny 9-tej praktycznie byli oni (około 300-500 sztuk) oraz my (sztuk 3). Coś niesamowitego zobaczyć jak wygląda ich trening a wspólna jazda na trasie rozgrzewkowej spowodowała, że z córką zrobiliśmy największy postęp w technice jazdy od momentu naszej nauki. Ich obecność fantastycznie motywowała do nauki. Nawet nie zdawaliśmy sobie sprawy z tego jak słabo jeździmy! Mieliśmy wrażeni, że jesteśmy bardzo dobrymi rekreacyjnymi narciarzami. Teraz okazało się, że brakuje nam jakieś 7,6 miliona km zjechanych tras, aby osiągnąć pułap amatora-zawodnika. Tak wygląda rasowy zjazdowiec: a tak moja córka (prosimy o ewentualne uwagi dotyczące jej sylwetki): Może was zainteresuje ile trzeba zapłacić za ustawienie trasy. Stawka dzienna na zjazdową (45s) - 1000CHF. Slalomowa i snowboard (dużo krótsze - powiedzmy 300-500m) - 500CHF. Byliśmy w sporym szoku. Nie było zniżek nawet dla Szwajcarów. Jednego dnia było 2h opóźnienia z kolejką. Ruszyli o 0830. Zawodnicy prosili aby przedłużyć jazdę tego dnia do 1500. Żadnych szans. Zostali skasowani jak za normalny dzień. Trener austriackich juniorów nie krył niezadowolenia. Oczywiście każdy zawodnik, trener i techniczni płacili normalne ceny za karnety (najdroższe jakie kiedykolwiek płaciliśmy). Trasy zawodnicze widzieliście w pierwszym poście. Była jedna zjazdowa, dwie gigantowe i 10 slalomowych i snowboardowych. Miałem przyjemność pogadać z zawodnikami na orczyku. Niestety Włosi słabiutko po angielsku a ja wogóle po włosku. Szwajcarzy też nie błyszczeli w angielskim. Najwięcej pogadałem chyba z Julie Zogg (w Soczi zajęła 7 i 9m w twardym SB). Kolejny szok to infrastruktura dla zawodników. Zobaczcie jak to wyglądało na stoku: Żadnych siedzeń, ławek, kibelka, przebieralni, poczekalni, kontenera na ich tyczki i sprzęt. Każdego dnia musieli zwijać całe trasy i zwozić tyczki do wiochy. Według mnie to skandal. Wystarczyły kontener i po sprawie. A dziennie spływało im 6500CHF za fakt udostępnienia tras. Zamknęli trasę od dołu orczyków do przesiadkowej kolejki na Trockener Steg (2940m). Specjalnie nie wiem czemu. Raczej nie chciało im się utrzymywać ostatnich 300m. Niestety dopiero ostatniego dnia odważyłem się zjechać do Trockener. Miałem 5 minut spacerku po kamieniach ale za to przeżycia z samego zjazdu pustą doliną pod Matterhornem bezcenne! Żałowałem, że nie robiłem tego każdego dnia zamiast wtaczać się żółwimi orczykami na 3900m. Co do jakości śniegu - pisałem chyba wcześniej - niewiarygodnie dobry śnieg. Żadnych roztopów do końca dnia. Temperatura u góry w południe minus 3 lub 4 stopnie. Nie miał jak się rozpuszczać. W kolejnych postach postaram się utrzymać poziom, bo Szwajcarzy to łatwy i wdzięczny temat do narzekań
-
Pozdrawiam z Zermatt. Wylądowałem tu z żoną i córką przy okazji startu w zawodach kiteboardingowych jakie odbywały się na Silvaplanie w zeszłym tygodniu. Skoro wylądowaliśmy w Szwajcarii na tydzień to postanowiliśmy posmakować letnich nart. Jesteśmy tutaj na tydzień czyli standard Euro od soboty do soboty i 6 dni na lodowcu. Otwieram ten wątek obiecując, że wrzucę tutaj parę fajnych fotek i video. Napiszę również szczegółowe info. Na początek przedstawię swoje wrażenia z pierwszych 4 dni: - śnieg 8/10. Na takim śniegu nie jeździłem od 2 lat. Jesteśmy w szoku, że w sierpniu zamykają trasy o 1300 a tam wciąż genialne warunki! Oczywiście naturalny śnieg. We wtorek spadło 3cm świeżego. Spędziliśmy około 10 majówek na Sztubaju lub w Soelden. Bywało różnie ze śniegiem. Tutaj żadnych problemów. Kompletnie nie rozumiem Szwajcarów czemu zamykają trasy chwilę po południu, kiedy beton już puszcza i można mocno pokręcić. Do godz 0900 beton. Trzeba mieć mocno naostrzone narty. PS. Serwis nart jest tak drogi, że wolałem kupić dwie pary używanych nart (250CHF za Salomony 3V 2013). Gondola rusza o 0630. Za wcześnie! U góry mamy -10 do -8 stopni. Jazda po zacienionym lodowcu. Masakra. Jak w lutym na Sztubaju. Dopiero o 1000 robi się przyjaźnie. Słońce praży ale temperatury wciąż poniżej zera. Mieliśmy tylko jeden dzień gdzie temperatura była powyżej zera po godz.1200. - pogoda 8/10. Jak do tej pory sucho i słonecznie. Powyżej 2000m zimno! U góry koszmar temperaturowy. Mamy chyba dużo szczęścia bo lokalesi twierdzą, że to pierwsze 3 dni z rzędu gdzie nie padało od czerwca! Ponoć to najgorsze lato od historii lokalnych notowań meteo. - wyciągi 1/10. Jedynka tylko i wyłącznie za fakt, że są jakiekolwiek wyciągi. Jazda tylko na 3 orczykach. W pierwszy dzień zrobiłem więcej km na orczykach niż przez ostatnie 10 lat nartowania. Orczyki są stare. Jesteśmy w szoku jak słabo jest to zorganizowane. Myślę, że właściciele Puchatka ze Szklarskiej mogli by tutaj nauczyć lokalesów jak organizować trasy i wyciągi narciarskie. Ale obciach! Brak mi słów a Szwajcarom brak jakiegoś Austriaka co by pokazał jak się to robi w normalnym świecie. - infrastruktura narciarska - 0/10. Na lodowcu pod 3 orczykami nie ma gdzie zjeść, usiąść, siknąć nie mówiąc już o innych potrzebach. Tutaj nie ma żadnej ławki, żadnego namiotu, pomieszczenia, toj-toja itd. Jemy kanapki siedząc pod podporą orczyka. Co prawda można odbić pod włoską knajpkę na grani-granicy ale tam taki syf jaki widziałem ostatni raz w Akademickiej Strzesze w 1992 roku. Są dwa kible ale bez desek sedesowych i jedna umywalka zafoliowana z adnotacją na połamanym lustrze: no water. Za to jaki widok z toalety prze okno! Można dostać zaparcia Generalnie mam wrażenie, że cały ten Zermatt funkcjonuje tylko i wyłącznie dzięki widokom, które kładą na kolana. Jestem zakochany w widoku Matternhornu od strony Szwajcarskiej. Góra gór. Widok tej góry dla mnie jest czymś oszałamiającym mimo tego, że trochę widziałem na tym świecie przez 46 lat swego życia. Można się zakochać! Poza cud-górą cała okolica jest przepiękna: Monte Rosa, zanikające lodowce, odległy Mont Blanc, parę 4-tysiączników, wąwóz Gornerschlucht w Zermatt, stare miasteczko drewnianych domków, kury obok ***** hoteli i pensjonatów. Więcej w kolejnym poście a teraz parę fotek (niestety bez komentarza - idę spać, bo pobudka o 0520):
-
Byłeś ostatnio na nartach - pochwal się.
BraCuru odpowiedział spyder → na temat → Relacje z wyjazdów
Kto był w Kitzbuhel Alps na Sylwka i zaliczył pokaz ogni w Nowy Rok to będzie długo to pamiętał Poza tym pogoda szalona - na 6 dni 3 dni lampy, 2 dni 50/50 z idealną widocznością i tylko jeden dzień śniegu też z dobrą widocznością. Nawet w maju nie mieliśmy takich statystyk. Tutaj krótki filmik: