
a_senior
Members-
Liczba zawartości
2 462 -
Rejestracja
-
Ostatnia wizyta
-
Wygrane w rankingu
14
Zawartość dodana przez a_senior
-
To napisz. Niech służy innym. Może juz napisałaś? Ja miałem tylko raz w życiu do czynienia z wypadkiem na nartach, który skończył się w sądzie. Dawno temu, pisałem o tym. Kolega, który spowodował wypadek został w sądzie uniewinniony. Wg mnie niesłusznie.
-
Jaki regulamin masz na myśli? Gdzie on jest? Bo dekalog FIS, o ile sie nie mylę (poprawcie mnie jeśli trzeba) jest zbiorem reguł a nie regulaminem, którego należy bezwzględnie, pod groźbą kary, przestrzegać. Czyli coś w rodzaju savoir vivre'u dla narciarzy/snowboardzstów. Nic więcej. Nie wiem czy i jak jest brany pod uwagę w razie rozprawy sądowej. Ja ze swojej strony po raz pierwszy zobaczyłem dekalog FIS na tabliczce w jakiejś stacji włoskiej czy francuskiej. Chyba francuskiej. Jako właśnie rodzaj zaleceń, do których warto sie stosować.
-
Victor, nie denerwuj się. 🙂 Ludzie mają różne zdanie, niekoniecznie zgodne ze sobą. Tak już jest. 🙂 Taka nasza natura. Ten na dole nie może robic co mu sie podoba, bo obowiązuje go pkt 1 czyli: Każdy narciarz lub snowboarder powinien zachować się w taki sposób, aby nie stwarzać niebezpieczeństwa ani szkody dla innej osoby. No to sie ładnie z Gabrikiem wyminąłem. 🙂
-
Beatko, dekalog FIS jest zbiorem rozsądnych reguł, które każdy rozsądny człowiek intuicyjnie przestrzega i stosuje. Powstał, jak uczy google, w 1967 r., ale ja, człek jeżdżący regularnie na nartach od 1964 r. (wcześniej też jeździłem, ale nieregularanie :)), dowiedziałem sie o nim może jakieś 10 lat temu. Szybko gdzieś przeczytałem co w nim jest i... zapomniałem. Tak naprawdę wynika z niego jedno ważne zalecenie: jeździj tak, by było bezpiecznie dla innych. Przede wszystkim nie za szybko, chyba że jest pusto, tak, by w każdej chwili móc prawidłowo zareagować, czyli zmienić kierunek jazdy czy zatrzymać się. Zatem, o ile jesteś rozsądna, a w to nie wątpię, nie znając owego dekalogu wcześniej, nic nie straciłaś. No chyba, że Twoje pisanie to podpucha? 🙂 Z kobietami nigdy nie wiadomo. Gratuluję entuzjazmu do nart. Mniej do snowboardu u dzieci. 🙂 (to żart). Rozumiem, że wnuczka (wnuczek?) też jest powoli szykowany do nart/snowboardu. Moja córa szaleje. Najpierw kilka dni w Krynicy, potem tydzień w Dolomitach a teraz tydzień w Austrii. Dwoje wnuków już dobrze jeździ, a ten trzeci, niecały roczek, też jest z nimi i powoli się szykuje do jeźdżenia. A u syna też niegorzej. Oba wnuki jeżdżą.
-
W żadnym. Dekalog FIS to zbiór mniej lub bardziej precyzyjnych punktów, których powinno się w miarę możliwości przestrzegać. Np pkt. 1: "Każdy narciarz lub snowboarder powinien zachować się w taki sposób, aby nie stwarzać niebezpieczeństwa ani szkody dla innej osoby.". Przecież on zawiera wszystko i... nic. 🙂Jakakolwiek jazda po niepustym stoku stwarza niebezpieczeństwo. 🙂 Nie ma też w dekalogu, przynajmniej explicite, nierzadkiej sytuacji, gdzie nadjeżdża na siebie dwóch carvingowców, każdy z innej strony. Viktor ma sporo racji. Kodeks kodeksem a życie życiem. Nie wszystko się da skodyfikować i nie wszystko pasuje do kodeksu. Ale w przypadku Twoim Victor na Pitztalu zrobiłeś jeden błąd. Nie jedzie się obok snowbordzisty. Ja w takim przypadku zmieniłbym tor na bardziej odległy albo pozwoliłbym snowboardzistce odjechać. Niestety między snowboardem i nartami jest duuuża niekompatybilność mówiąc językiem komputerowym. Lepiej się wzajemnie unikać.
-
Anzere
-
Dents di Midi 🙂
-
To fragment z kultowego filmu francuskiego z 1979 r. "Lez bronzes font de ski" a po polsku "Slalom niespecjalny". Ta piosenka z dwoma linijkami tekstu (Kiedy cię znów zobaczę cudowny kraju, w którym ludzie, którzy się kochają żyją we dwoje) powstała specjalnie na potrzeby filmu. Podobno Francuzi zawsze ją śpiewają, gdy przydarzy się im to, co Moruńkowi, czyli krzesło stanie na dłużej w pół drogi. A w filmie jest mnóstwo takich kultowych scen. Np. słynne wbijanie kijków, nauka skrętu NW, instruktarz na pólku, obsikiwanie samochodu czy jedzenie sera z robakami. Niektóre już tu podawałem.
-
Poważnie piszesz? Ja z perspektywy prawie 75 lat życia powiedziałbym raczej, że ludzie są jacy są, a więc trochę dobrzy, trochę źli. Zależy od okoliczności i od samego człowieka. Jak w rozkładzie Gaussa, masz w środku większość, raczej dobrych, którzy od czasu do czasu zrobią coś złego, przynajmniej wg przyjętych powszechnie norm, i skrzydła rozkładu, w którym znajdą się ludzie szlachetni, dobrzy po jednej stronie i podli po drugiej. Ja w większości w swoim życiu miałem do czynienia z przedstawicielami środka, a czasem prawej, tej szlachetnej strony.Tylko kilka razy spotkałem się w stosunku do mnie z prawdziwym złem. I kilka razy w życiu, grzebiąc mocno we własnym sumieniu, zrobiłem coś, czego wstydzę się do dziś. 🙂 A odnośnie instruktorów w Polsce. Pewnie znów pasuje do nich rozkład Gaussa. W czasie ostatniego wypadu do Kasiny obserwowałem licznych tamtejszych instruktorów szkolących dzieci (ferie warszawskie). Przyjemnie było patrzeć na nich i ich sposób szkolenia.
-
Dobrze, że tylko tyle. Francuz zaśpiewałby pewnie tak:
-
Trochę doczytałem. To turbo, czyli stymulator serca (ang. pacemaker ale i przy okazji peacemaker :)) zaczęto stosować pod koniec lat 50. ubiegłego wieku. Była to podobno poważna operacja chirurgiczna na sercu, z rozcinaniem mostka, odsłonięcia serca. Brrr... A dziś. Chwila moment, który spędziłem na rozmowie z implatującym mnie młodym lekarzem, m.in. o nartach. 🙂
-
Z drugiej strony jakbyś urodził się 100 lat temu to szanse na zdrowe życie czy po prostu dłuższe życie miałbyś takie sobie. 🙂 Antybiotyki nieznane, pierwsze dobre zapalenie płuc by cię zmiotło, zaćma czy katarakta - chodziłbyś ślepy albo z okularami 13 dioptrii, moje turbo - nieznane, choć może już były początki, zawieszenie mitkowe albo jakieś nowe kolanko - tudzież, chodziłbyś jakoś, ale jakie by to było chodzenie, zwężenia w wieńcach - zawalik i po tobie, itd. A dziś. Sam jestem beneficjentem wielu postępów medycyny. Tak jak poniższy narciarz, którego cyknąłem 10 lat temu w Ischgl.
-
Oczywiście. Dlatego grimson i ja mówimy o sytuacjach szczególnych, "nienormalnych". 🙂 Zmieniam wyraźnie linie jazdy czy zatrzymuję się z boku. W tym drugim przypadku też nie zawsze się "obracam". I nie chodzi o żadne obracanie się, ale o lekkie skręcenie tułowia i głowy. Ja stary jestem to w stanie zrobić, więc jestem pewien, że Ty, "młody" - tym bardziej. 🙂 Co do filmu z deskarzem grzejącym z góry to dla mnie sprawa oczywista. W takich przewężeniach trzeba zachować ostrożność. Deskarze zwłaszcza jej nie zachowują. Niestety ostrożność, a szerzej wyobraźnia, przychodzi z wiekiem, i to nie zawsze. Jak to było? "Zapomniał wół jak cielęciem był" czy jakoś tak. 🙂 Gdy byłem cielęciem tośmy sobie z kolegą urządzali zjazdy z Kasprowego, prawie na krechę. Kolega przypakował, jak ten deskarz na filmie, nieświadomego narciarza, który jechał spokojnie w skos stoku. Skończyło się na poważnych obrażeniach tegoż gościa. Zwożenie toboganem, spore obrażenia a na koniec proces sądowy. Pamiętam do dziś artykuł w Dzienniku Polskim (krakowskim): "Uwaga znów piraci na Kasprowym". To było o moim koledze. 🙂 Sporo jest różnych filmików tego typu. Wystarczy wpisać "Skiing Accident: Who's at Fault?" Np.:
-
A co jest mulda? 🙂
-
Fakt, ale kilka garbków mimo wszystko wziął na sztywno pod siebie. Nie jestem specjalistą od jazdy w muldach, choć kiedyś, jeszcze jakieś 15-20 lat temu bardzo lubiłem jeździc w muldach. Różnie to wychodziło i różne techniki stosowałem. Teraz i tak to se uz ne vrati, choć podobno znaczenie tego zwrotu w czeskim jest inne. 🙂 A tak w ogóle to moje narciarstwo zaczyna się właśnie od jazdy w muldach, i to konkretnych, na Kasprowym w wieku 14 lat. W kotle Goryczkowym. Ba, inaczej jak w muldach nie dało się jechać i... skręcać. No to mnie ojciec nauczył skręcać właśnie w muldach. 🙂
-
Trochę odchylasz tułów a jeszcze bardziej kręcisz głową. Wiem, kask, gogle, ale trochę da się. Nawet u mnie staruszka, gdzie głowa nie kręci sie już tak swobodnie. 🙂 To są odruchy, nawet sie nad tym nie zastanawiam, ale tak właśnie robię. Nie zawsze, nie wszędzie, ale często. A już szczególnie gdy mocno zmieniam tor jazdy, np. przejeżdżam na drugą stronę trasy. Faktem jest, że cokolwiek bym nie zrobił nic to nie da, gdy cię nagle z tyłu "zaatakuje" kamikadze. Szczęśliwie, poza tym jednym opisanym razem, gdzie prędkości były niewielkie, nic takiego mi się nie przytrafiło.
-
Jak nie można jak można. 🙂 Jedziesz w dół stoku, powiedzmy krótkim skrętem w korytarzu 4-5 m i zamierzasz zmienić linię jazdy, przesunąć ją w prawo o powiedzmy 5 m. W trakcie jazdy, będąc w skręcie w prawo, obracasz głowę do tyłu na ile dajesz radę i patrzysz czy ktoś nie zamierza ci przypakować od góry. Mnie, z racji wieku coraz trudniej skręcać głowę do tyłu, ale jeszcze daje radę. To samo gdy się chcę zatrzymac z boku. Zawsze przed zatrzymaniem, ale jeszcze jadąc, patrzę na ile można w górę czy ktoś nie nadjeżdża.
-
Też tak robię, a już zwłaszcza gdy przejeżdżam w poprzek stoku. I staram się jechać z boku stoku. Ale w przypadku drozda to by nic nie dało. Podobnie w tym okropnym filmiku, gdzie snowbordzista przypakował w narciarza. Niestety takich wariatów nie brakuje
-
Kompensacji jak się to dzis mówi. Nie amortyzujesz garbików. Ale i tak jest dobrze i życzyłbym każdemu amatorowi co najmniej tak w takich warunkach.
-
Oczywiście, że młody człowiek zachował się jak palant. Obronić się trudno. Mnie kiedyś też trafił od tyłu taki palant. Podobnie do Ciebie jechałem swoim rytmem dość gęstym śmigiem. Musiałem go zdenerwować. 🙂Nawet go później dogoniłem, ale tylko spojrzałem mu wymownie w oczy. Niewiele w nich zobaczyłem. 🙂Pomaga jazda bokiem stoku, ale wtedy tez tak jechałem. Dla odmiany mnie zdarzyło się przejachać po tyłach nart pewnej niemieckojęzycznej pani. Moja 100% kulpa. Przewróciła się, ale na szczęście bez żadnych konsekwencji. Natychmiast podjechałem do niej i mocno przepraszałem. Nawet pomagać przy wstaniu nie musiałem, bo wstała sama. Rozeszliśmy sie w uśmiechach. I jeszcze jeden interesujacy przypadek, tym razem dotyczący mojej siostry. Być może o nim już pisałem. Kilka lat temu, chyba w Zillertal, w stojącą na stoku siostrę przywalił znienacka 10-12 letni chłopak. Przewróciła się, chyba był mały wstrząs mózgu jak się potem okazało. Ojciec chłopaka (Austriak?), natychmiast podjechał i bardzo przepraszał. Chciał przekazać swoje dane, ale nie wzięliśmy. Po powrocie do domu (Belgia) siostra odczuwała bóle głowy spowodowane - jak sądziliśmy - wypadkiem. Tomograf. Wynik okazał się zaskakujący. Bóle powodował nie uraz, ale łagodny guz mózgu, tzw. oponiak, który rozwijał się od dawna. Wypadek spowodował, że siostra zrobiła szybkie badanie. Zabieg okazał się szybki i skuteczny. I tak, paradoksalnie, austriacki chłopak wpadając na nią nieostrożnie na nartach być może uratował jej życie. 😉
-
Dzięki. Po prawdzie zanim mi tego nie wszczepiono też nie znałem nazwy pacemaker. Nie byłem pewien czy z tym da się jeździć a raczej czy da się w miarę przyzwoice jeździć. Chyba tak, ale przekonam się po wyjeździe w Dolomity za 10 dni.
-
Nie, brakuje kawałka. Trzeba sie włączyć w główna trasę. Ale ogólnie trasy przygotowane dobrze, choć jazda po sztucznym śniegu jest... hmmm, taka sobie.
-
Narty po staremu - Volkl SL, ale nowy sprzęt to stymulator serca. Niestety lub stety. 🙂
-
A ja dziś Kasina. Pierwsze narty od dwóch lat, ale z nowym sprzętem (pacemaker). Na szczęście nie przeszkadzał. 🙂 Ludzi mało, pogoda super, śnieg - tylko sztuczny. Luty, a śniegu niet. Panie, co to się dzieje!
-
Właśnie mniej więcej tak uczyłem moją córkę śmigu. Nawet bez odciążenia, poza tym, które samo wychodziło naturalnie. Duża częstotliwość. Nie pamietam ile lat miała, ale w okolicach 8-9. Nie było rotacji, weszła w to, czyli w śmig, od razu.