
a_senior
Members-
Liczba zawartości
2 464 -
Rejestracja
-
Ostatnia wizyta
-
Wygrane w rankingu
14
Zawartość dodana przez a_senior
-
Klarownie to wszystko opisałeś. Dodałbym także odciążenie narty dolnej (powiedzmy w ramach WN) i transfer ciężaru na drugą nogę (dałem kiedyś filmik Lorenza, który to fajnie pokazuje). Dużo tu było o tym dyskusji i nie wszyscy się zgadzają. W realnej jeździe, zwłaszcza w stromszym terenie rózne rodzaje odciążeń, ześlizgów i karwingów, mocno sie mieszają. Na stromym ciężko uniknąć NW, czasem trzeba nawet konkretnie go użyć.
-
Ja to inna dzielnica. Móje biuro było (i chyba dalej jest) przy Józefitów blisko dzisiejszej Królewskiej a wtedy 18 stycznia. Niby tak, ale tym razem było inaczej. Facet naprawdę był do rzeczy. Rozmawialiśmy głównie o... komputerach. 🙂 W instytucie w Paryżu gdzie pracowałem spotkałem Polaka z Gdańska. Ten opowiadał mi jaką gehennę i zastraszanie przeżył przed wyjazdem do Francji. No ale Kraków to miasto porządnych ludzi, w których nawet ubeki były porządne. 🙂
-
Bardzo pomoga, zwłaszcza na stromszym przy krótkim skręcie. Ja wbijam kijki chyba zbyt przesadnie i mam tendencję do zostawiania za soba od czasu do czasu prawego kijka. Tego u Ciebie nie widać. A że wąsko prowadzisz narty. Bardziej de gustibus niż kanon. Moi idole narciarscy prowadzą narty wąsko.
-
Trochę pomyliłem daty. Starość 🙂 Zapomniałem o zmianie systemu w 89'. 🙂 Sam wyjechałem do Francji na początku 88'. Wtedy nie tak łatwo się wyjeżdżało z kraju, zwłaszcza z rodziną. By moi mogli wyjechać musiałem się udać do biura paszportowego i mocno się tłumaczyć jakiemuś sbekowi. Skądinąd sympatycznemu i inteligentnemu.
-
I trochę kijami popracować. 🙂 I trochę rotacji tułowiem za dużo, zwłaszcza w pierwszej części. Wolałbym też w tej pierwszej części krótki skręt z większą separacją góra dół. Jak dla mnie nie za wysoko. Przecież długi z Ciebie chłop. Ale i tak dobrze to wygląda.
-
Val d'Isere? W 1991 r.? To chyba byłeś agentem? Albo naukowcem. 🙂 BTW, właśnie w Val d'Isere kręcono tę śmieszną komedię francuską (Les Bronze font du ski, Slalom niespecjalny), z którego dałem kilka śmiesznych scen. Ja też w tym czasie jeździłem do francuskich stacji (powiedzmy, że byłem naukowcem :)), ale gdzie im tam było do Val d'Isere. Malizny. Fajne zdjęcie. Te małe dziewczynki to teraz mocno dorosłe kobiety ze swoimi charakterkami jak się domyślam. 🙂
-
Też. "Joie de vivre" jak mawiają Francuzi. Ale na nartach da się dobrze pojeździć i w Dolomitach. Niektóre trasy nawet trudne bywają. 🙂 No i jedna zasadnicza różnica w stosunku do wielkich stacji francuskich. Spędza się tu czas w pięknych, klimatycznych hotelach lub kwaterach, w uroczych, starych miasteczkach ociekających tradycją i swojskością, które aż sie proszą by je kochać i dobrze się w nich czuć. 🙂 W przeciwieństwie do bezdusznych blokowisk z przymałymi klatkami do spania. 😉 To trochę tak jak uprawianie seksu w burdelu zamiast... 😉 Co nie wyklucza, że i ja kiedys do tych klatek zawitam. 🙂 W stacji francuskiej, nie burdelu. 🙂
-
Pytanie Mitka zasadne, też bym zapytał. I na krzesełku w Alpe di Siusi zapytałem pewną francuską rodzinę. 🙂 Dlaczego mając we Francji tyle wspaniałych stacji jadą w Dolomity? Mieszkają w Colmar na wschodzie Francji. Bo Dolomity są cudne, mają swój niepowtarzalny klimat, prawie pewne słońce, itd. - odpowiedziała pani. Co roku tu przyjeżdżają z już podrośniętymi dziećmi. Aha, czyli dalej Voelkl Racetiger SL. O ile pamietam, poprzednie Ci ukradziono. Pewnie obecne lepiej pilnujesz. 🙂 Ja ze swoich jestem b. zadowolony. Na Alpy w sam raz. I za każdym razem zostawiając je bez opieki mam lekkiego stresa bo sobie przypominam Twój przypadek.
-
Ja też dobrze kojarzyłem. 🙂 Oto wejście do "wódopoju" z 2004 r. w drodze do Soelden.
-
Zdecydowanie pozytywy przeważyły negatywy. 🙂 Ale przyznasz, że być "ustrzelonym" przez 20-latka w pierwszym dniu nartowania nie nastraja optymistycznie. BTW niezłe uzupełnienie w wątku Dekalogu narciarskiego. Co do Znojmo. Oczywiście znane przez wszystkich jadących do Austrii czy Włoch na narty. Ale przez wiele lat moja znajomość tego miasta ograniczała się do kilku restauracji, w których spożywaliśmy to i owo przez dalszą jazdą. Nigdy, aż do niedawna, nie zaglądnęliśmy do środka miasta, jego ryneczku, uliczek, zakamarków. A jest cudne. Z klimacikiem austrowęgierskim. Spaliśmy w samym środku miasta w hotelu Clemar (dawniej Austis, polecam) a wczoraj popijaliśmy tzw. swarzec, czyli po naszemu grzaniec, w nieodległej winiarni. Z widokiem na nocny kościół. 🙂
-
Tydzień w Val Gardena, głównie w Alpe di Susi. Dziś wróciliśmy. 4 starsze osoby. Po drodze nocowaliśmy w hotelu w Znojmo. Mało znane, niedoceniane, sympatyczne czeskie miasto przy granicy austriackiej. Pogoda typu lampa. Tylko jeden dzień z niewielkim zachmurzeniem. Temperatura kilka stopni + w dzień. Ideał. Śnieg niestety sztuczny. W połowie lutego! Spaliśmy w małej, uroczej wiosce Barbiano, wczepionej wysoko na zboczu góry. Do stacji ok. 30 min dojazdu. Wygodny hotel, świetne jedzenie, mili gospodarze tyrolscy. Jeździliśmy głównie po czerwonych, niezbyt trudnych trasach w Alpe di Susi, Ortisei i S. Cristina. Warunki dobre z wyjątkiem fragmentów mocno zmrożonego sztucznego śniegu. Niekiedy tworzyły się spore kolejki do wyciągów. W szwagra pierwszego dnia wjechał od tyłu rozpędzony 20 latek. Spektakularny upadek obu, ból kręgosłupa i ręki. Następnego dnia tomograf w szpitalu. Na szczęście nic nie jest złamane, ale narty trzeba sobie darować na pewien czas. Szwagier ponartował ponownie dopiero ostatniego dnia. We mnie też wjechał od tyłu i z boku pewien polski 13 latek. Na szczęście bez konsekwencji. I tego samego dnia przejechała 30 cm obok mnie pędząca samotnie deska snowboardowa. Niewiele brakowało. Ale ogólnie ludzie jeździli dość bezpiecznie. Jadąc do Włoch na stacji w Austrii wypatrzyłem... Chertana z rodzinką. Co za zbieg okoliczności. Chwilkę pogadaliśmy. 🙂 Nie wstawiam zdjęć wprost, ale daję link do katalogu, gdzie wstawiłem kilka zdjęć z opisami. https://photos.app.goo.gl/UvntFyMXQnyGjqis7
-
W temacie synowych (u Witka in spe). 🙂 Tak jeździła moja synowa po 3 dniach jeżdżenia na nartach, w tym te pierwsze 2 dni były na pólku w Polsce. A filmik jest z Ischgl z 2014 r. Wg mnie nieźle. Nie moja zasługa, uczył ją syn. Ale dziewczyna b. sprawna ruchowo. https://youtu.be/8KTuV94XGxA?si=hGxJBzqoGH8DQFLp
-
Witku, świetnie. 🙂 Niech już syn dalej nie kombinuje. 🙂 Widać, że dziewczyna ruchowo sprawna. Tylko sie zastanawiam czy ucząc ją nie złamałeś przepisów i regulaminu ośrodka. 😉
-
Nie zrozumiałeś mnie. Chodziło mi brak wyeksponowania Dekalogu. Wiem, że musi być zawarty w regulaminie, bo inaczej będzie prawnie bezużyteczny, ale prócz tego powinien być w jakiś sposób lepiej pokazany. Nawet w tym regulaminie można to zrobić lepiej, ale przede wszystkim warto go umieszczać osobno na widocznym miejscu tak by się rzucał w oczy, bo regulaminu z Dekalogiem nikt czytać nie będzie. A może w Zwardoniu tak jest a ja niepotrzebnie marudzę. W każdym razie sprawdzę jak to robia Włosi.
-
🙂 Nie ma sie co dziwić. Takie tryndy. Podkręcane zresztą przez samych instruktorów, bo za tym idzie zainteresowanie i... wiadomo co. Patrzysz na YT i widzisz, że 90% filmów to ładny carving z tyłkiem po śniegu. Średni a raczej długi skręt. I oglądający też tak chcą. A że taka jazda w typowych warunkach na typowych trasach jest zwyczajnie niebezpieczna, to już się nie mówi. Do tego by osiągnąć poziom tych z YT trzeba długiej nauki i pracy, tego się raczej nie podkreśla.
-
Nie, bo mają za długi regulamin. 🙂 Wiem. I też nie czytam. Ale wtulanie Dekalogu FIS w 9-stronicowy regulamin nie jest najlepszym pomysłem. Jak pisałem, o Dekalogu FIS dowiedziałem się z tabliczki na wejściu do kolejki w jakiejś stacji włoskiej czy francuskiej. Ładnie pokazano tekst z obrazkami. W Val Gardena sprawdzę co i gdzie wywieszają. Kiedyś w dawnych czasach szkoliłem grupy w różnych miejscach. Przez 2-3 sezony. Tylko w Polsce, zresztą kto wtedy jeździł za granicę. Tyle było mojej kariery instruktorskiej. 🙂 A potem już tylko żona, dzieci i znajomi. Za to by mnie we Włoszech nie zatrzymano.
-
Niby nie, ale serducho dokucza. 😉 Anyway jutro wyjazd do Val Gardena. Zobaczy się. Ja to Panie rozumiem, ale... Skopiowałem sobie treść Regulaminu Zwardoń Ski do pliku. Wyszło 9 pełnych stron. Ostatnia niepełna :)). Regulamin podzielony jest na kilka sekcji, a w każdej pełno różnych punktów. Dekalog FIS wtulony jest mniej wiecej w środku Regulaminu. Panie, kto to przeczyta i... zrozumie. I kiedy? Jadąc na krzesełku i czytając z telefonu? Racja. I to staramy się - ci bardziej doświadczeni - robić. Ale pytałem z czystej ludzkiej ciekawości Kuby, fachowca w dziedzinie bezpieczeństwa. Jak dla mnie Dekalog FIS mógłby nie istnieć. Po prostu wszystkie jego punkty realizuję prawie od początku jeżdżenia w praktyce nie wiedząc, że są gdzieś spisane w jakimś Dekalogu.
-
A to pomnik wiernego psa Dżoka, który przez rok przychodził do miejsca, w którym zmarł jego właściciel.
-
Kuba, dzięki za wyjaśnienia i uporzadkowanie niejasnych dla nas kwestii. Przy okazji kilka pytań, które mi się w trakcie wymiany zdań pojawiły. Może coś wiesz. - Szymon podał zapis (okropnie długi, pisany po prawniczemu) orzeczenia sądowego z jakiegoś wypadku narciarskiego, w którym biegły opiera się wprost na punktach Dekalogu FIS. Nie na ew. regulaminie ośrodka! Niestety dostęp do strony z orzeczeniem jest chwilowo zablokowany, ale można sądzić, że to orzeczenie pochodzi sprzed 2011 r. ? - dlaczego nie można Dekalogu ponownie wprowadzić rozporządzeniem? Wydawało się OK. Albo dlaczego nie wprowadza się Dekalogu wprost jako normy prawnej? - coraz częściej widuje się zderzenia dwóch nadjeżdżających na siebie "zawodników" z dwóch stron. Kogo wina? - trudno rozstrzygnąć. Nie dałoby się wprowadzić jakiejś reguły typu prawa strona ma pierwszeństwo jak w KD? - co z rozdzieleniem od siebie deskarzy i narciarzy. Kiedyś były takie dyskusje, pamiętam. Osobiście ich, tzn. deskarzy, nie lubię i staram się ich unikać, co nie znaczy, że jestem zwolennikiem rozdziału typu osobne trasy na tych dla narciarzy i dla deskarzy. Ja do prawników nic nie mam. 🙂 Spróbowałbym tylko mieć. 🙂 Podobnie jak do Warszawiaków. 🙂 Kuba, chyba już w tym życiu nie uda się nam spotkać na żywo. 🙂
-
Marku, wetnę się. Przeleciałem pobieżnie regulamin Zwardoń Ski, który kiedyś podesłałeś. Makabra. Kilka, o ile nie kilkanaście stron punktów i podpunktów. Przecież tego nikt normalny, nawet przy dobrych chęciach, nie ogarnie. Pomijając fakt, że nawet o istnieniu regulaminu nie wie. O tym, że istnieją dowiedziałem się... w tym wątku. A jak pisałem trochę na nartach w życiu przejeździłem. Wydaje się, że ów "regulamin" to wielki dupochron, w którym umieszcza się wszystko co może się przydać stacji w razie problemów. Fakt, wszyscy to robią: banki, telekomunikacja. Niestety. 🙂
-
To dotyczy także jazdy na sankach i paru innych sportów. 🙂
-
Jest ich mnóstwo, ale poniżej kilka wybranych. Tablica pamiątkowa koło Wawelu upamietniająca Szwejka..., tfu J. Haszka, który przesiedział w Krakowie kilka dni w... areszcie. Za włóczęgostwo. Ławeczka na Planatch też koło Wawelu z dwoma panami, słynnymi polskimi matematykami upamiętniająca ich "fascynującą" rozmowę z 1916 r. o całce Lebesgue'a. W środku Wielkiej Wojny. 🙂 I ławeczka poświęcona Z. Wodeckiemu. Z moimi wnukami. https://photos.app.goo.gl/gtRYH4aYSLcpo6mD6
-
Mój syn z wnukami jeździ do Zieleńca. W tym sezonie też był. Muszę go przepytać. Ma kawałek bo mieszka w Gdańsku (zdradził Kraków :)).
-
Gdzie było tak ciekawie? Od dawna mało jeżdżę na stokach polskich. W zasadzie tylko Alpy a w zeszłym sezonie 0. Przeważnie luty lub marzec. Sporo młodzieży. I szczerze mówiąc nie mogę narzekać. Młodzi, fakt często jeżdżą brawurowo przy niewielkich umiejetnościach, ale da się ich uniknąć. Nie widziałem nigdy pijanego albo nawet podpitego osobnika na stoku, choć w knajpach różne bombardino, sznapsy, wina są nagminnie spożywane. Może tam kultura większa? 🙂 Nawet wsród naszych rodaków.