
a_senior
Members-
Liczba zawartości
2 465 -
Rejestracja
-
Ostatnia wizyta
-
Wygrane w rankingu
14
Zawartość dodana przez a_senior
-
Naparzanki były, są i będą. Takie som ludzie jak mawiała pewna przekupka. FB to nie dla mnie. Popróbowałem, ale toto mi nie psuje. Do sezonu jeszcze daleko. Myślę, że tematy narciarski znów się pojawią na SF w stosownym czasie.
-
Z powodu "cenzury"? Chyba nie. Też jestem ciekaw dlaczego. Poważnie. Może dlatego, że SF + SL wystarczy w dobie słabnących forów? A i tu się niewiele dzieje wyłączając grupkę kilku, którzy dyskutują o wszystkim tylko nie o nartach. 🙂 O polityce też się znajdzie bo jakżeby faceci mogli o niej nie mówić. No i grupka forumowiczy spotyka się od czasu do czasu w realu a to bardzo zbliża. Swoją drogą to bardzo pozytywny fakt to spotkanie w realu w dzisiejszych czasach. Przypomina mi się co usłyszałem na jednym z kazań w kościele. Na pogrzeb młodego człowieka przyszło b. mało ludzi. W czasie mowy pogrzebowej ksiądz przypomniał, że zmarły miał wielu przyjaciół... na FB. A ja dzisiaj wracam na wieś. Pierwsze co zrobię po przyjeździe to wezmę rower i pojadę na przełecz Słopnicką z końcowym super zjazdem terenowym. Po drodze zbiorę 1-2 kg jeżyn, bo jest ich pełno. Na sok, bo drzemów w spiżarce już pełno, a nalewki jeszcze nie wypite. Tym chętniej pojadę, że pan doktor w szpitalu, z którego właśnie wróciłem, na pytanie czy mogę mocno podjeżdżać na rowerze oświadczył krótko: "ćwiczyć". 🙂
-
Dla dobra sprawy załóżmy, że tak było. 🙂 Swoją drogą w moim otoczeniu jest b. mało niepijących (w domyśle alkohol :)) w tym jeden były alkoholik. Zdecydowana większość pije umiarkowanie. Ale gdyby, np. ze względów zdrowotnych, musiałbym zupełnie zrezygnowac z alkoholu nie miałbym z tym większych problemów. Niestety nie mogę tego samego powiedzieć o paleniu papierosów. Paliłem przez ok. 20 lat, 10-12 sztuk dziennie i rzucenie nałogu było bardzo trudne i na szczęście skuteczne.
-
Jak dla mnie na jedno wychodzi. W każdym razie Mitek najwyraźniej żartu nie załapał. I ja też nie.
-
Spiochu, dałbyś spokój. Jak dla mnie słabe. Nie ma co się "szczycić" liczbą podziękowań za powyższy wpis, bo ludzi niechętnych Mitkowi tu nie brakuje i lubią gdy się mu dowala. Jak dla mnie też słabe z ich strony. Ludzie tak mają od zawsze. 🙂
-
Nic z tego. Za mądre to dla mnie. 😉 Bardziej przemawia do mnie doświadczenie niż teoria. Choć specjalizację na studiach zacząłem od fizyki teoretycznej, ale szybko przestawiłem się na doświadczalną (cząstki elementarne). A potem były już tylko komputery. Wino i piwo "odkryto" jakieś 5000 lat p.n.e., choć podawane są różne daty. Od tego czasu zebrało się kilka doświadczeń. 😉 One do mnie bardziej przemawiają niż mądre teoretyczne wywody. Do tego mam swoje własne doświadczenia z długiego przebiegu życiowego. W tym sporo doświadczeń alkoholowych. 😉Przekonałem się np., że lubię piwo (BTW odkryłem je w Belgii wiele lat temu gdy pracowałem jako rozwoziciel piwa Stella Artois w Liege). Lubię też wino. Jakże mógłym go nie polubić skoro mieszkałem we Francji ponad 7 lat. Nie lubię wódki i innych mocnych alkoholi. Do tego obserwuję innych, np. mojego belgijskiego 94 letniego szwagra. Pije dużo wina na codzień (i nie tylko wina), je dużo czerwonego mięsa i nie unika ruchu. Nigdy nie palił.
-
Ależ oczywiście, że sie da. Tylko co to za życie. 🙂 Nie będę sie wgłebiał w książkę tej pani. Na pewno chemicznie rzecz biorąc ma sporo racji, choc nie wykluczam, że za kilka lat inna pani lub pan, po innych badaniach wykryje, że umiarkowanie spożywany alkohol jest b. dobry na to czy tamto. Mimo wszystko zastanowił bym się dlaczego w krajach, w których pije się umiarkowane ilości alkoholu żyje się średnio dłużej. Dieta wszystkiego nie wyjaśnia. Podobny paradoks dotyczy cholesterolu. Badania pokazują, że jego nadmiar, konkretnie tzw. złego cholesterolu LDL, szkodzi układowi krążenia, prowadzi do zatykania tętnic i w konsekwecji do zawałów. Tylko jak wytłumaczyć fenomen francuski. Francuzi mają średni rzecz biorąc wysoki cholesterol i stosunkowo mało zawałów. A na dobroczynny wpływ umiarkowanych ilości alkoholu na nasz organizm mam proste wytłumaczenia. Jego picie, zwłaszcza w towarzystwie, poprawia nasz humor, czyni nas bardziej zadowolonych a to ma bardzo pozytywny wpływ na nasze zdrowie. Jak wiadomo smutki i stresy mają za to wpływ fatalny. A na koniec "Sardyńska" recepta na długowieczność: Aktywność - Sardyńczycy bardzo dużo chodzą Dieta - prosta dieta bogata w naturalne produkty (kozi nabiał, warzywa i owoce) Relacje rodzinne - każdy mieszkaniec może liczyć na wsparcie i szacunek bliskich Życie chwilą, bez stresu i pośpiechu w otoczeniu pięknej przyrody Codziennie kieliszek czerwonego wina
-
Tyle że to się ma nijak fo faktów, a jak mnie uczono na studiach, jeśli teoria nie zgadza sie z faktami to jest do d... 🙂 Wsród krajów gdzie ludzie żyją najdłużej alkohol, głównie w postaci wina, spożywa się... umiarkowanie. Ale się spożywa. Zresztą jako katolik nie mam wyboru. Mój prorok jednoznacznie wskazał co trzeba spożywać. 🙂 W końcu nie zamieniał wina w wodę tylko na odwrót. 🙂 Swoją drogą sposób spożywania alkoholu pod różnymi postaciami świadczy o naszej kulturze i stopniu ucywilizowania. 🙂 A teorie, zwłaszcza głoszone przez rozmaitych uczonych, jak uczy życie, potrafią się zmieniać radykalnie i być różne w zależności od samych uczonych. Np. myć się często i dokładnie czy rzadziej i pobieżnie (ostatni artykuł w Polityce) albo margaryna czy masło albo papierosy szkodzą czy nie (dzis wiemy, że bardzo szkodzą, ale był czas, że nie szkodziły wg niektórych uczonych 🙂). Nie mówiąc o ekonomii, gdzie nawet laureaci Nobla potrafią reprezentować przeciwstawne teorie. W fizyce, wydawałoby się nauce "obiektywnej", to samo. A w narciarstwie. Ileż to tu było dyskusji a nawet kłótni na temat jedynie słusznych technik jazdy. Do wszelkiego typu radykalnych stwierdzeń i teorii trzeba zachować umiar, spokój, nieufność i dużo zdrowego rozsądku.
-
Do tego w różnych kategoriach wiekowych. 🙂 A obaj są dobrze w tym co robią. Te mitkowe 30 km w jedną stronę do pracy naprawdę imponuje. A Spiochu szaleje z powodzeniem na górskich trasach i singletrackach. Aż dziw, że odkrył to tak poźno. Ja uwielbiałem we wczesnej młodości leśne zjazdy po nierównych ścieżkach. Przypominały mi jazdę na nartach. A że miałem Favorita na szytkach to po każdym takim "zjazdowym" dniu było mocne centrowanie kół. 🙂 Pierwszy lichy MTB z ok. 1990 r., tandetny chińczyk, to było dla mnie radosne odkrycie. Tyle że wtedy przekroczyłem już barierę 40-ki.
-
I brawo. Szczerze. 🙂 W swoim szczycie rowerowania na przełomie wieków daleko mi było do takich osiągów. Na ogół był to podkrakowski wypad w dolinki, z solidną porcją podjazdów (i zjazdów :)), teren mieszany, ale dojazd asfaltowy. Najczęściej pojedynczy wypad to było ok. 70-100 km. Średnia pewnie ok. 20 km/h. choć tym sie nigdy nie przejmowałem. Rower jak na zdjęciu poniżej z 1997 r. Niedługo dołożyłem przednią amortyzację. Nie brałem też udziału we wszelkiego typu maratonach czy zlotach, bo rower dla mnie to raczej samotność i intymność. I na takim rowerze jak na zdjęciu jeździłem też w góry. Dawało sie jeździć, ale dopiero po kupnie fulla 2010 r. poczułem różnicę. Dziś, np. zjeżdżając do mojego domku krętą, nierówną leśną ścieżką, nie wyobrażam sobie jazdy np. na crossie. Samobójstwo. 🙂 I dlatego mam dwa rowey. A ten trzeci miejski wynika ze specyfiki jazdy w Krakowie. Z której najważniejszym elementem jest możliwość pozostwaienia pod sklepem roweru bez większego strachu, że po powrocie go nie zastaniesz. 🙂
-
Fakt. W tym sęk. 🙂 Ja trzymam rowery (w tym 2 żony) w piwnicy (full na ogół zostaje w górach). Spinam je ulockiem, ale wiem, że ryzykuję. To jeden z powodów, dla których nie zdecydowałem się na zakup drogiego roweru. Ten miejski trzymam wręcz na klatce schodowej. Ma blokadę na tylne koło, taką podkowę. I jak do tej pory nikt go nie ukradł, choć zostawiam go tylko tak zapętego byle gdzie. Lekko pordzewiały, wygląda mało zachęcająco. Przed kupnem crossa jeździłem wszędzie na fullu z oponami 2.1'. I dało się, ale crossem w lekkim terenie i na asfalcie, a takie mam podkrakowskie warunki, jeździ się dużo lepiej. Dodam, że dołożyłem do crossa amortyzowaną sztycę. Przez moment myślałem nad zakupem gravela (ciągoty starego szosowca), ale dałem sobie spokój.
-
A w górach po trudniejszych trasach jeździsz?
-
To nie tak. Ja używam trzy rowery. Full (stary, ale jary) do jazdy w górach, cross do jazdy pod miastem i holenderkę do jazdy w mieście. Mieszkam w centrum, więc te odległości miejskie są u mnie stosunkowo małe. I każdy z nich jest optymalnie dobrany do warunków. Wątpliwości mam tylko nad Bałtykiem, gdzie zwykle spędzam 2 tygodnie wakacji. Zabrać fulla czy crossa? Każdy z nich ma swoje plusy dodatnie i ujemne w tamtych warunkach. 🙂 A nart od wielu lat używam jednych. Slalomki. Ale jeżdżę głównie on piste. 🙂 Doklejam jeszcze zdjęcie z rowerkami wnuków. Prawda że ładne? Na razie mają tylko po jednym. 🙂
-
Myślę, że mnie by pasowały te 22/34 a nawet 22/36. Nie było okazji spróbować. Trochę zależy też od wielkości kół. Ja wciąż jeżdżę na 26 (jeśli kiedykolwiek kupię nowy to będzie 27.5) i przy tych samych układach tarcza/koronka tylna jest ciut bardziej miękko niż przy większych kołach. Właśnie wróciłem z małego wypadu. Ach co to był za zjazd. 🙂 Niby łatwy, ale na drobnych kamyczkach nietrudno się wyp...
-
Wszystko to wydaje sie słuszne może z wyjątkiem serwisu, bo trwałość 1x na pewno jest mniejsza (duże przekosy - szybsze zużycie łańcucha i kasety pomimo postepu technologicznego). Ale myślę, że jest jeszcze jeden argument za 1x. Można szybko, wręcz bezmyślnie, zmieniać biegi na taki jaki nam pasuje. Przy 2x już sie zaczynają kombinacje i pomyłki. Na zawodach to ma znaczenie. Co do przełożeń dolnych (miękkich). Przy 1x 28/42 masz przełożenie 0.67. Przy moich 3x 22/32 (taki mam w fullu) mam 0.69 a więc bardzo blisko. Czasami wolałbym dużo mniej. 🙂 Ale to pewnie ten wiek nieszczęsny. 🙂
-
A może mi ktoś wytłumaczyć dlaczego preferuje się napędy z jedną tarczą, np 1x11? Nie lepszy 2x10 lub 2x11? Nie mówię o zawodnikach, gdzie brak możliwości zmiany tarcz może ułatwiać jazdę, ale dla amatorów? 2x10/11/12 wydaje mi się idealny. BTW mój pierwszy poważny rower, kolarka, czeski Favorit, miał 2x4. 🙂 A przód zmieniało się wajchą przy rurze siodłowej. W swoich rowerach mam stare 3x9, ale gdybym przez przypadek kupował nowy byłoby to 2x...
-
Nawet w moich okolicach jest podobnie. Wyjechać bez elektryka niepodobna. Choć zawsze można rower wypchać 🙂. Myślę, że elektryk (po prawdzie to po prostu motorower) w niektórych sytuacjach, zwłaszcza w górach, ma sens, ale w większości przypadków to efekt mody, małpiarstwa i ułatwiania sobie życia, choć przecież w tym przypadku bardziej powinno się je sobie utrudniać. Czyli zmęczyc się i wypocić solidnie. Cóż, taka jest ludzka natura. I jeszcze jedno zachęca niektórych do elektryków o czym piszę poniżej. Góry górami, ale zauważyłem sporo elektryków nad morzem. I to niekoniecznie u staruszków. Tamtejsze ścieżki są jakie są, ale trudno mówić o dużych przewyższeniach. Zauważyłem też inny trend. Niektórzy chwalą się wypasionymi elektrykami tak jak inni, a może i ci sami, chwalą sie wypasionymi samochodami. Widziałem jednego osobnika ok. 44-50 lat, nieźle umięśnionego na takim wypaśnym elektryku. Wyraźnie promieniował dumą. 🙂 Na ogół w trudniejszych warunkach jeżdżę w kasku, ale ten mój zjazd z Mogielicy był przypadkowy. Zamierzałem zjechać, ale bardziej cywilizowaną drogą. A tak w ogóle to wybrałem się na Mogielicę na borówki (jagody), ale z powodu zwalonych drzew nie udało mi sie dotrzeć na borówkowe pole.
-
Staram się być aktywnym. Zresztą przychodzi mi to bez trudu bo od dziecka taki byłem. Mnóstwo sportów uprawianych w życiu. Nie potrafię usiedzieć na miejscu. Mam swój dzienny plan aktywności: kroki, gimnastyka, rower. Ale w przypadku Mogielicy chodziło o coś innego. O sprawdzenie czy dam jeszcze radę zjechać dość trudną technicznie trasą. Jeżdżę na MTB od połowy lat 90. Uwielbiałem dzikie górskie zjazdy pełne wybojów i kamieni. Ale czas nieubłaganie płynie (i zawsze do przodu niestety :)) Takie zjazdy można porówniać do trudnych technicznie zjazdów narciarskich off piste. Ten z Mogielicy szlakiem zielonym do parkingu na Wyrębiskach powiedziałbym, że jest dość trudny. Kiedyś prowadził tam szlak rowerowy, ale teraz tylko pieszy. Trzeba nieźle panować nad rowerem, równowagą by jako tako tam miejscami zjechać. Oczywiście żadne ekstremum, ale łatwo nie jest. Byłem ciekaw czy dam radę. Dałem. A 75 rok idzie. Można sobie zadać pytanie czy w tym wieku warto podejmować takie ryzyko, bo o upadek nietrudno. Do tego byłem bez kasku. Sam nie wiem. 🙂 Elektryki to duży i niejednoznaczny temat. Osobiście widzę jego zastosowanie w górach. Ale z pewnymi wyjątkami tylko tam. Dziś wybraliśmy się pieszo na Gorc (taka góra w Gorcach). Czerwoną pętlą jak na zdjęciu. Sporo podejścia. Niewielki ruch turystyczny. I w pewnym momencie blisko wieży na Gorcu zobaczyłem podjeżdżającego rowerzystę. Nie, żaden elektryk, ale porządny full. Podjeżdżał ewilibrystycznie stromym podjazdem między korzeniami drzew wzbudzając mój podziw, bo nawet w latach mojej świetności chyba nie dałbym rady tak jechać. Niestety nie zdążyłem cyknąc fotki. Czyli da się bez elektryków. I pewnie nawet lepiej i skuteczniej, bo rower duuużo lżejszy. BTW ciekaw jestem jak się zjeżdża na elektrykach w trudnym terenie.
-
Jego nick był nieco bardziej rozbudowany, Bolek i jakaś liczba. Pisał na KN. Mieszka na stałe albo na dłużej w Luksemburgu. Specjalista od energii jądrowej. Pracuje w jakiejś europejskiej agencji. Na pewno widziałeś jego wpisy na KN. Wymieniłem z nim trochę korespondencji bo moja siostra, choć mieszka w Belgii, pracuje w Luksemburgu.
-
A mnie dzisiaj poniosło na rowerze na Mogielicę. Dokładnie rzecz biorąc pod szczyt Mogielicy. Wyprowadziłem rower z parkingu na Wyrębiskach, od czasu do czasu podjeżdżając, zielonym szlakiem. Nie doszedłem na sam szczyt bo w końcówce musiałbym nieść rower. I następnie zjechałem. I dałem rady choć niektóre odcinki są bardzo konkretne. Chwalę się :), bo sam bym nie uwierzył, że w moim wieku jeszcze tak można 🙂 Mitek, to Bolek z KN mieszka w Luxemburgu.
-
Czyli zgodnie z "Piękna nasz Polska cała...". A bardzo przypomina te moje nadmorskie klimaty, które też znasz.
-
Cudnne. Skąd to? Coś mi przypomina.
-
A czemu się pozbywasz? Tego czarnego nie znam. Co to za cymes? Osobiście używam kątownika i pilnika jednociętego, ale ostrzałkę też mam.
-
E tam zmarnowałem. Bardzo lubiłem moją pracę. To była niezła frajda. Teraz też czasem pracuję, ale w innym charakterze. Bardzo odpowiedzialna praca. 🙂
-
Zaś tam. Chciałem. 🙂