Ranking
Popularna zawartość
Zawartość, która uzyskała najwyższe oceny od 28.03.2025 w Odpowiedzi
-
11 punktów
-
Dziś Zuzanna czwarta w Classic na Mistrzostwach Świata Juniorów. Tego jeszcze w polskim #telemark nie grano. Classicu nie lubi, jutro sprint a w sobotę równoległy. Ładnie nawiązała walkę ze starszymi dziewczynami (junior jest do U21 a Zuza to U18) ogrywając kilka znacznie wyżej notowanych dziewczyn z fajnymi nazwiskami. Zabawa trwa dalej a Bardonecchia (ITA) po nocny opadzie śniegu postawiła dziś trudne warunki zarówno przed organizatorami jak i zawodnikami. I tyle o telemark .. bo nawet Dawidowi K. musiała tłumaczyć na skoczni jak telemark wygląda 🙂 M.10 punktów
-
Wstawiam zdjęcia taty. Lata 50-te ubiegłego wieku. Wiązania kandahary, narty pewnie 210 lub dłuższe, kije bambusowe potem stalowe. Okolice Murowańca.9 punktów
-
Nie ma sensu skracania kijków, jeżeli dalej ktoś jeździ stara technika na nowej generacji nartach. Jeśli biodro nie ustawia się w płaszczyźnie bocznej tylko przód / tył , długość kija nie ma znaczenia . Osoba ta wychodzi w górę z nary płaskiej i robi rotację stop i nóg dalej strojąc na narcie płaskiej . Aby zakrawedziowac wypycha stopy w bok , będąc prawie całkowicie wyprostowana akcentuje zabiciem kijka nowy skręt. Sytuacja się zmienia , jeżeli kończymy skręt angulacja , odciążając starą zewnętrzną doprowadzamy narty aby były płaskie poprzez rolowanie stóp i rotację nóg . COM przesuwa się nad BOS , ( pozycja dalej niższa)Rownocześnie, poprzez dalszą rotację stóp mamy narty na nowej krawędzi i akcentujemy skręt zabiciem kijka . Nie ma wypchnięcia stóp tylko sterowanie ( steering) Pozycja jest niższa dlatego potrzebujemy krótsze kijki . Pozdrowienia9 punktów
-
Nie wiem czy to pocieszające ale piliśmy browca za tych co na służbie.. Pozdro serdeczne!!9 punktów
-
Dzień Dobry, Widok wieczorny z apartamentu w Fiss… Śniegu w miasteczku brak… i dzisiejsza droga z Fiss do Masner…😀. Tymczasem koniec relacji i rozpoczynamy jeżdżenie😀…9 punktów
-
Intro. Najbardziej ......ny zjazd życia! Pierwsze cztery dni spędziliśmy w ON Tetnuldi (wcześniej już o tym napisałem). Ale nie napisałem, że specjalnie zabukowaliśmy noclegi w Chvialbiani, bo wykombinowałem, że zamiast codziennie zjeżdżać autem lepiej zrobić sobie na koniec mały (a nawet większy) freeridzik w okolice zamieszkania. Tak z 2200 m npm na 1600 m npm w bonusie. W pierwszym dniu na offpiste w ośrodku narciarskim była kiepa, ale nie odstraszyło nas to, na szczęście, przed podjęciem wyzwania. Wiedzieliśmy co prawda, że niżej wcześniej całkiem nieźle padał deszcz, który zresztą wisiał cały czas w powietrzu. Ale kto by się tym zbytnio przejmował. Zaczynamy. Jedziemy dość stromą rynną tuż obok potoku. Na początku było w miarę OK. Kłopoty zaczęły się niżej, coraz bardziej zdegradowany śnieg przepada niespodziewanie pod nartami. Jedziecie i nagle zapadacie się jedną nartą po jajka. Ale co tam - nikt się nie wkurzał, nikt nie rzucał mięsem - po prostu oazy spokoju. Grzecznie wyciągaliśmy łopatki, szuflowaliśmy góry śniegu. Potem już tylko jakoś się wpiąć, zacząć jazdę i do następnego razu! Lekcja pokory każdemu się przyda. Gdzieś w połowie, po nastawieniu kolejnego policzka, zabawa mi się ciut znudziła. Mówię do kumpli: - patrzcie tam od zachodniej strony potoku nie ma śniegu i jest chyba krowia ścieżka. Zdejmijmy narty i zejdźmy jak ludzie. A właściwie jak te krówki. Pomysł nie znalazł jednak aprobaty, usłyszałem, że kawałek niżej na pewno jest śnieg i po co zakładać i zdejmować. No dobra, umysł zbiorowy się nie myli - jedziemy. Dalej były kolejne powtórki z rozrywki. Spuszczając zasłonę milczenia nad ten nierówny bój, napiszę tylko, że 2,7 km zrobiliśmy w 2 godz i 6 min (jazdy z tego 38 min). Całkiem fajne tempo! Byłem jednak sfrustrowany, bo okazało się, że krowia ścieżka była cały czas bez śniegu. Ale przecież kolegów się nie zostawia. A ścieżki krowie są dla krów. Na dole weszliśmy w zabudowania, do domu zostało może 200 m. Szybko ustaliliśmy, że był to najgorszy zjazd życia. Idziemy i nagle pierwszy kumpel leży, bo mokry lód pokryty błotem i odchodami krów okazał się nad podziw śliski. Za chwilę drugi to samo. Wyciagam aparat bo takich okazji nie przepuszczę. Ale ten ekspresyjny ruch okazuje się zgubny. Wstaję na nogi i mówię: - to jest idealne podsumowanie tego zjazdu. Najbardziej gówniany zjazd życia. I jak za dotknięciem różdżki wszystkim wraca świetny humor. Zaliczyliśmy rzecz wielką - w kategorii gównianych zjazdów mamy prawdziwą perłę!!! Nikt nam tego nie odbierze. A krowie ścieżki zostawimy krowom. Człowiek brzmi dumnie!8 punktów
-
Prawdę powiedziawszy tytuł jest na wyrost. Byliśmy we wschodnie części Górnej Swanetii. A konkretnie w Ushguli, nasz narciarski promień działania to... 5-7 km wokół miejsca zamieszkania. Uszguli to w zasadzie "koniec" Gruzji - dalej łatwo się już nie dotrze. Dlaczego Gruzja? Bo łatwo (względnie) i tanio można się tam dostać a Wielki Kaukaz to Wielki Kaukaz. Te góry są przepiękne i znacząco inne od Alp. Dlaczego Górna Swanetia? Kusiła niezwykłość (historia) tego miejsca, relatywna dzikość, a przede wszystkim wyjątkowe predyspozycje pod skitury. Dlaczego Ushguli? Z jednej strony to najbardziej odległe zakątki Gruzji ale... z drugiej centrum turystyczne. To ostanie należy rozumieć jednak w dużym cudzysłowie. Minie pewnie jeszcze 10 lat zanim będzie to miejsce na tyle skiturowo popularne, że zacznie to przeszkadzać. Teraz jest to zdecydowany plus, już można się trochę dogadać po angielsku (ze starszymi po rosyjsku) i działa jako tako Booking (miejscowi wolą jednak gotówkę i czasem kombinują!), są nawet kawiarnie. Tutejszy standard jest, jak na Gruzję naprawdę wysoki i mamy niezły dostęp do usług transportowych. Miejscowość ma przed sobą świetlaną przyszłość, bo łączy widok i możliwość wejścia (dla wspinaczy) na najwyższy szczyt Gruzji Szcharę, z walorami kulturowymi. Oprócz setek wież obronnych są tutaj dwa zamki królowej Tamar (niesamowita postać - waro doczytać) i fotogieniczną cerkiew. Widać, że w lecie musi być tu już intensywny ruch i szacuję, że może tutaj przenocować ze 300-400 osób. W zimie jest może 10-20% tego ruchu. Myślę, że głównie Europejczycy, którym znudziły się Alpy. Część grup pod wodzą lokalnych przewodników (nie wiem czy tak bardzo godnych zaufania). Charakterystyka tutejszego teatru skiturowego Startujemy, w zależności gdzie mieszkamy, z rzędnej 2100-2200 m npm. Cele położone są w przedziale 3000 - 3500 m npm. Leżą blisko, droga (z zakosami) ma dosłownie 5-8 km. Widać więc, że jest całkiem stromo. Doliny, którymi się poruszamy są v-kształtne, strome, na północnych grzbietach porośnięte lasem (pewnie ze 150 m verticalu). Dołem płyną potoki. Ponieważ mostki są dwa, trzeba nieraz przeprawiać się przez strumienie. Warto to uwzględnić w planowaniu, tak aby ewentualną kąpiel zaliczyć na koniec dnia. Prawdopodobnie w środku zimy w lutym nie jest to istotny problem. Zebrałem (z Wikiloc) wielką liczbę tracków (kilkadziesiąt). Analiza pokazała, że najpopularniejsze są zjazdy ze szczytów położonych na południe od miejscowości (czyli północne). Linia Gvibari - Gorvash - Dadishi. Jakkolwiek sam teren jest genialny, to pewnym problemem może być czasem pokonanie lasu i wspomnianych potoków. Bardzo zastanawia mnie brak (minimalna ilość) odnotowanych zjazdów na południe - szczególnie z Lamarii, ale też Shkederi i szczytu na wschód od niego. Wyglądają na wygodniejsze, bez pokonywania potoków na dole i może nawet jeszcze bardziej narciarsko spektakularne. Podczas naszego pobytu były one już nieźle wytopione, ale miesiąc wcześniej... Mam nadzieję, że uda się to kiedyś sprawdzić. Czerwone - linia 5 tysięczników (wysokich 4 tysięczników) Niebieskie - miejsca kapitalnych widoków i zjazdów Fioletowe - popularne kierunki zjazdów Zielone Ushguli oraz pobliskie przysiółki (Chazhashi, Chvibiani, Zhibiani)7 punktów
-
Zupełnie mnie to nie obchodzi. Publikowanie w przestrzeni sieci odchodzi już dawno od kanonicznych norm języka. Być może tworzy nowy język, nową formę komunikacji .. tak dalece jak sięga czytelność przekazu użyte środki są prawidłowe - może to jest nowy paradygmat komunikacji? Słowotwórstwo, przełamanie interpunkcji .. to już było. Z mojej perspektywy - więcej luzu .. i mniej tolerancji dla chamstwa. Możemy używać różnych określeń, różnie komentować .. ale w tak małej społeczności jakis szacunek, pomimo różnicy poglądów, doświadczenia, potrzeb czy czego tam jeszcze, przydaje się. Choćby po to, żeby kiedyś spotkać się na stoku i pewne sprawy wyjaśnić. Nie na pięści :). M.7 punktów
-
Jest bardzo różnie, najtrudniejsze warunki spotkałem w górach na dużych wysokościach, gdzie wiatr potrafi zabetonować a często wylodzić fantazyjną nierówną powierzchnię. Coś co trudno nazwać jazdą po śniegu. Z tego powodu zresztą nosi się raki i czasem zejście w nich jest jedynym rozsądnym rozwiązaniem. W ośrodkach narciarskich prawie zawsze jest przedszkole zarówno pod względem wielkości spadu jak i "przygotowania" powierzchni. Nie ma tu nigdy zastrug i nie jest tak twardo, rzadko jest żywy lód. Nie ma zdegradowanych deszczem powierzchni i zagrożenia lawinami. Podstawowe jest, że od 45 stopni upadek na troszkę dłuższej ścianie kończy się najczęściej co najmniej kalectwem (koziołkowanie murowane). Chyba, że ktoś jedzie z czekanem i zdoła wyhamować. Jazda, ze świadomością, że każdy błąd prowadzi do śmierci jest bardzo obciążająca. Na filmikach przeważnie pokazują jeźdźców na stromych ścianach i w głębokim puchu (bardzo łatwym do jazdy) - taki warun czasem występuje. Czasem. Jednak przeważnie jest inaczej i człowiek cieszy się jak jest tylko gips a nie szreń.7 punktów
-
W Solden dopadało początkiem tygodnia około pół metra śniegu. Obecnie panują wspaniałe warunki, w środę na lodowcu był taki sztruks jakiego dawno nie było. W Ischgl nieco bardziej twardo, dziś od rana pełne słońce i warunki petarda. Opad śniegu był niezmiernie potrzebny, sądzę że do majówki ten śnieg w obu lokalizacjach przetrwa. Poniżej zdjęcia z Solden oraz obu Gurgli:6 punktów
-
Witam Jest konkret. Będzie konkretnie. Nigdy nie zwracałem uwagi na interpunkcję i takie tam w pisowni na forach i w sms-ach. Wydawało mi się, że takie są dzisiejsze czasy - ludzie, w szczególności młodzi, idą na łatwiznę, więc i ja też poszedłem w sms-owaniu z młodszymi o dekadę a nawet pokolenie i na tym SF też. Wystarczy mi, jak ktoś jeden zwróci uwagę, że Mu na czymś zależy, i dlaczego nie miałbym się do tego odnieść pozytywnie ? Od dzisiaj postaram się pisać poprawnie jak na moje umiejętności, i mimo braków jakie posiadam, liczę że różnica zostanie zauważona. Zaznaczam, że nigdy podstawą takiego pisania nie był brak szacunku, tylko moje luźne podejście i niechlujstwo. Czasami wystarczy odważnie wyartykułować w grupie, ze komuś na czymś zależy, i dlaczego jak to jest mądre pozostali nie mieliby się do tego dostosować. Do mnie to przemawia. Ktoś powie, ze to jest SF i może ważne jest pisać o nartach, a mniej ważne jak. Ale poruszamy tu wiele wątków ubocznych, tak jak na krześle na wyciągu i wieczorem po nartach. Dlatego, żeby w towarzystwie wszyscy czuli się komfortowo, trzeba próbować dotrzymywać sprawdzonych standardów: jeden zacznie pisać poprawnie, drugi przestanie używać wulgaryzmów, trzeci .... i będzie gitara. Pozdrawiam Wszystkich 🙂 .6 punktów
-
Skoro już mowa o kijkach.... R.Makłowicz jak M.Wańkowicz 😉 SKI_Makłowicz_KjgcqIEyOXesw_720p_(HD).mp46 punktów
-
6 punktów
-
Na zakończenie dnia (i całego wyjazdu), jeszcze 3 zdjęcia z Nordseite. Warunki do końca dnia znakomite:).6 punktów
-
Tatrzanska Lomnica- mówię: sprawdzam. Na stokach prawie całkowite pustki, mocno miękko, przy dolnej stacji 6 os kanapy robi się już śnieżna ciapa6 punktów
-
Z perspektywy początkującej generalnie zgadzam się z @Marxx74x. Zaznaczę tylko, że mam narty sl 155 najulubieńsze swoje własne wybrane prze instruktora. Szkolenia- tu poprawiasz jeden element, może dwa przy dobrych wiatrach i kondycji/umiejętności/swojego etapu, np doprowadzasz do ładu i składu skręt długi. 3/4 godziny szkolenia + reszta na utrwalenie x 6 dni na stoku. Moim zdaniem jest to bardzo dobry sposób i idealny czasowo na poprawienie i wypracowanie nowej pamięci mięśniowej. Dużym plusem jest też jazda w swojej grupie, która mobilizuje a video analiza pomaga poukładać to w głowie. Szkolenie indywidualne - super sprawa, o ile ma się swojego zaprzyjaźnionego instruktora, któremu się chce rozkminiać i wymyślać myki na poprawienie błędów. To samo robi instruktor na szkoleniu, tylko w grupie 3/5 osób i trwa to dłużej. Indywidualnie prawdopodobnie ogarniesz to w trochę krótszym czasie. Jazda za kimś, naśladowanie to fajna sprawa, pod warunkiem, że masz świadomość tego co robisz i rozumiesz to co widzisz i przełożysz to na siebie, o ile oczywiście twoja głowa w międzyczasie nie nakazuje ci patrzeć pod nogi (tak właśnie mam). Znaczenie ma też miejsce, różnorodność stoków i warunków. Masz to w Alpach, gdzie kolory tras nie mają za wiele wspólnego z naszymi oznaczeniami, że o niespodziankach nie wspomnę. Aczkolwiek nie jeżdżę do większych ośrodków u nas, więc nie mam porównania. I na koniec jak dla mnie najważniejsze - nie oglądam filmików, jutubów ani innych takich, nie analizuję, nie zaśmiecam głowy. Moi instruktorzy wiedzą co mają ze mną zrobić, a ja przyjmuję to z czystą głową, łatwiej jest. Powodzenia! Napisałam to ja, początkująca 😉5 punktów
-
5 punktów
-
5 punktów
-
@wpiszlogin po 5 dniach orania dolomitów w 6 zrobiłem Marmoladę następnie selarondę i z 5 zjazdów po czerwonych trasach i jak głupi pojechałem jeszcze raz na Marmoladę. Moja jazda na koniec wyglądała dokładnie tak jak twoja....byle przetrwać.5 punktów
-
Mając taką a nie inną odległość do gor, oraz dostępna pulę dni urlopu, moim zdaniem było nieźle. Oraz było warto.5 punktów
-
Pora na podsumowanie sezonu. Z wielu względów najlepszy ever. Ale po kolei: - Sports Tracker wypluł przy 12 obecnościach na stoku w totalu 423km. Poprzedni max to 15/324km - rekordowa odwiedzona ilość ośrodków, wg kolejności: 1x Czarna Góra, 3x Zieleniec, 4x Val di Sole, 2x Góra Kamieńsk, 1x Szczyrk, 1x Czarna Góra - zaliczone Alpy po 15 latach nieobecności -> warto było czekać 😍, mimo że jeden dzień w łóżku z racji choróbska, a dzień w dzień kartoflisko i temperatury za dnia 8-10st C - po zjazdach na trasie Grizzly o nachyleniu max 69,4st już żadna ścianka w PL nie straszna, początek czarnej trasy A na Czarnej Górze to już tylko niewinna zabawa - po raz pierwszy odwiedziłem Górę Kamieńsk i warunki dla koneserów: czynny orczyk na długości 200m i zaliczone w czasie 1 godz 15 min 18 zjazdów po kartoflisku - po 6 latach nieobecności odwiedziłem turystycznie Białkę [mocno ON poszedł do przodu, biorąc pod uwagę gastronomię, sklepy, wypożyczalnie, serwisy, itp], oraz narciarsko po 4 latach Szczyrk SMR -> tu nic się prawie nie zmieniło - odwiedzone nie narciarsko, lecz w sezonie, połączone z wąchaniem śniegu i sprawdzeniem pokrywy białego: Karpacz Kopa, Białka Tatrzańska, Jurgów, Tatrzańska Łomnica - zrobiłem w totalu w ciągu 1 dnia 101,6km w 6 godzin 5 minut w Val di Sole, gdzie ostatnia godzina to celebracja jazdy z rodziną. Potencjał na 150km w totalu, solo, w 8 godzin jak najbardziej realne - z prędkościami różnie bywało, ale jak już było twardo pod nartą, to poszło od niechcenia 93km/godz - od października 2024 miałem ćwiczenia dedykowane na narty -> dały wiele, nogi mniej bolo, po zrobieniu 100km jednego dnia w Val di Sole już o godzinie 16 byłem gotowy na nowe narciarskie wyzwania - na deser: przejechane autem tylko w celach narciarskich: 4 370 km5 punktów
-
Nareszcie... 💪 Nareszcie na Chopku zaje...ta wiosenna ciapa 🤩 Cudowna jazda ale... narta szeroka free ☝️ ludzie na wąskiej kończyli po 2 zjazdach. Od rana śnieg miękki, ciężki, mokry... Dolny Chopok zaczyna umierać. Slovaki zaczynają oszczędzać... wyłączając część kolei. Ludzi nie za wiele ale pogoda też nie rozpieszczała. Planują wyłączenie Chopka pod koniec kwietnia ale pewnie pozostanie tak jak zawsze tylko góra.5 punktów
-
Cze Podsumowanie dzisiejszego dnia. 16 zjazdów w 4 godziny z przerwą na piwko. Rano twardo, góra puściła szybko, bo w słonku, prawa trasa (patrząc z góry) trzymała się dłużej od głównej. Dół dość długo. Zajebiście się jeździło. Warun perfect. Śnieg najlepszy z tych wiosennych. Były momenty😉. Ścianka perfect, śnieg masło i pod koniec to już reszta trasy była mało istotna, Na tyle, że kije pod pachy i strzałeczka do ścianki😀. Ta krótka nieco wyżej też niezła. Drugi moment, po nartach. Tak dawno nie jadłem …. knedlczków😜. Maras dobrze wybrał, jeden z tych udanych narciarsko dni. Sorka @grimson że się nie udało spotkać. Nie po drodze było dzisiaj. pozdro ps. Jeszcze walczymy. W przyszłym tygodniu być może powtórka, a zakończenie sezonu w … Białce😀.5 punktów
-
Termin Krystiania pochodzi od dawnej nazwy stolicy Norwegii ( Oslo) gdzie pierwszy raz wykonano skręt na nartach prowadzonych równolegle ( 1893). Sama nazwa stolicy pochodziła od jej budowniczego króla Chrystina IV, który jak coś budował to nazywał swoim imieniem: Kristansand, Kristanstad, Christianshavn czy Kristiania ( Oslo). Motto króla brzmiało: Bojaźń Boża wzmacnia królestwa. Więc skręt jest jak najbardziej Chrześcijański. Amen !5 punktów
-
Cześć We wkurwianiu nas osiągacie powoli mistrzostwo. Jak dojdzie do setnego razu zrobię Wam specjalne koszulki. Zajebistej zabawy życzymy Pozdro5 punktów
-
1) grupa ma sens jak jest jednorodna i dobrze prowadzona - pomaga w wizualizacji, cofnięciu się w procesie nauczania do naśladownictwa, zabija monotonię i tak dalej .. w połączeniu z wideoanalizą działa 2) praca jeden na jeden to na dłuższą metę (klika godzin dziennie) trochę orka - oczywiście do zrobienia ale albo na bardzo niskim poziomie albo na bardzo wysokim 3) @wpiszlogin - tak na dzień dobry instruktor pominął słaby dobór sprzętu i dużo co się dzieje na tym filmie jest tego pochodną. Do ogarnięcia ćwiczeniami ale źle dobrany sprzęt zły pozostanie. O jeździe z plecaczkiem nie wspominam bo na trasie nie rozumiem. 4) to trochę pułapka - idealna jazda instruktorska. Instruktor ma czytać błędy, znaleźć ich genezę i zaproponować rozwiązanie w sposób zrozumiały i rabialny. Co z tego, że sam pojedzie dobrze ? .. wiem - to kontrowersyjne, ale sporo osób doskonale jeżdżących nie potrafi zrozumieć przyczyn problemów innej osoby a tym samym nie będzie w stanie nic pomoc. Zamknięcie się w kanon "przerobimy takie a takie ćwiczenia" nic nie daje, tym bardziej że statystyczny użytkownik tego forum z racji na wiek ćwiczenia pojedzie znacznie gorzej niż jazdę swobodną. M.4 punkty
-
Nigdy wcześniej nie zwracałem uwagi na interpunkcję ani zasady pisowni – w końcu kto by się tym przejmował, prawda? To przecież znak naszych czasów! Młodsze pokolenia idą na łatwiznę, więc czemu ja miałbym być inny? Pisałem z osobami o dekadę, a nawet pokolenie młodszymi, więc naturalnie wciągnąłem się w ten wir beztroskiego SMS-owania. A jeśli ktoś miał czelność zwrócić mi uwagę, że coś jest dla niego ważne? No cóż, dlaczego miałbym tego nie uszanować? Od dzisiaj postanawiam wziąć sprawy w swoje ręce i starać się pisać poprawnie – zgodnie z moimi „umiejętnościami”. Oczywiście mam swoje braki, ale liczę na to, że wszyscy zauważą tę nagłą metamorfozę. Chciałbym też podkreślić, że moje dotychczasowe podejście nie wynikało z braku szacunku; to po prostu efekt mojego luźnego stylu i odrobiny niechlujstwa. Czas to zmienić! Bo przecież kto by chciał być postrzegany jako ktoś, kto nie potrafi poprawnie napisać „cześć”?4 punkty
-
Dzień pierwszy (w sumie piąty) Ostatnie śniadanie w Chvialbiani - przenosimy się do Uszguli. Droga, z krótkimi przerwami na sprzątanie zawalisk kamiennych. Przejaśniło się pięknie i na nasz przyjazd odsłania się Szchara - najwyższy szczyt Gruzji. Na focie w dolnym prawym rogu widać kawałek naszego hotelu (Koshi). I mała konsternacja - budynek zamknięty. Po jakiś nerwowych telefonach zjawia się gospodyni. Dostajemy pokoje. Ale wszystkie te opóźnienia sumują się i wychodzimy w góry dobrze po 12:00. Celem jest Gorvash. Początek drogą przyjazdu. Później mostkiem. Tam przykleja się do nas przewodnik/ratownik. Ale bez antałka z rumem. Śladów nie ma, trzeba torować. Nasz towarzysz oportunistycznie trzyma się na końcu korzystając ze naszego wysiłku. Widoczność stopniowo się pogarsza, gdzieś koło 16:00 robimy bilans - do szczytu jest jeszcze co najmniej godzina, widoczność już słaba, rezerwy czasowej nie widać. Po dyskusji postanawiamy wracać. Zjazd jest super, 40 cm świeżego! Ale trochę widoczności by się zdało... Psiuńcio goni nas - wyglada zupełnie jak delfin - wyskakuje susami nad powierzchnię śniegu. Ponieważ czasu jest sporo uruchamia mi się program poszukiwania przygód i guza. Jakoś namawiam kolegów aby zamiast nudnego powrotu wzdłuż podejściowego potoku spróbować zjechać gdzieś spod Zamku Królowej Tamar. Nie znamy terenu - popełniamy błędy strategiczne próbując wszystko to zrobić na nartach, ale zjazd mimo wszystko jest bardzo ciekawy. Zamieszczam szkic, jak najlepiej to zrobić, dla ewentualnych zainteresowanych. Na początku (niebieskie strzałki) powinno iść się chyba z buta. Narty ubieramy pod zamkiem. Dalej jedziemy wzdłuż linii lasu kontrolujac tor jazdy bo za granią są dość wysokie klify (są w cieniu na mapie satelitarnej). Końcówka zjazdu nie jest pewna - jadąc na wprost może brakować wyśnieżenia. Linia w dół (w stronę potoku) jest 100% dobra. W statystykach wyszło nam 900 m verical i 10 km w obie strony. Nachylenie na zjeździe do 40%. Troszkę to wyszło z trzymania się śladu podejściowego bo widoczność była już słaba.4 punkty
-
mam nadzieję że to nie koniec opowieści. Jak to wyglądało logistycznie - lecieliście do Tbilisi czy Kutaisi ? - auto z wypożyczalni czy taxi albo marszrutka ? - ile czasu zajmuje w zimie dojazd z lotniska do Mestii i z Mestii do Ushguli ? - noclegi mieliście tylko w jednym miejscu ? A tak przy okazji to teren jest naprawdę fantastyczny także na górskie wędrówki latem. W 2019 robiłem rozeznanie ( wędrówki poniżej granicy śniegu) i planowałem powrót w kolejnych latach ale do tej pory się zbieram. Parę fotek z lipca 20194 punkty
-
@Mitek bądź proszę konsekwentny bo mnie to razi 😉 .. na przystanku nie zapalę, nie wolno .. obok przystanku napiję się z kolegą piwa wracając wieczorem do domu chociaż, jakby tak spojrzeć oficjalnie, to i tak domena publiczna, więc nie wolno .. a znaki, które stawiam pisząc ten wpis to znaki przestankowe i z przystankiem mają może tyle wspólnego co chwila oczekiwania podczas recytacji podobna do czekania na spóźniony autobus. Z recytacji de facto wywodzą nazwę : przestankowe. Bana nie sugeruję 🙂 więc luz 🙂, język jednak szanujmy. Szczególnie, gdy coś się komuś zarzuca. M.4 punkty
-
Dłuższy wyjazd szkoleniowy to jedna opcja. Druga opcja to indywidualne lekcje z instruktorem co parę dni/tydzień, a pomiędzy tym samodzielna praca. Ja tak zrobiłem, ale mam blisko na narty. Ma to tę zaletę, że instruktor 100% czasu poświęca nam, a odstępy między lekcjami dają czas na ćwiczenie bez przytłoczenia zbyt dużą liczbą elementów do opanowania. Przetestowałem obie opcje i ta druga lepiej mi się sprawdziła. Największe znaczenie ma jednak to czy instruktor potrafi zauważyć źródła problemów u ucznia i czy ma dobrą metodykę nauczania. "Przerobiłem" paru instruktorów i instruktorek i niewielu jest naprawdę dobrych, czasem to była tylko strata pieniędzy.4 punkty
-
To jak dla amatora na kat. A pokazać ten film 😉 I powiedzic zacznij od podstaw bo może kiedyś dojdziesz do takiej jazdy 😱 Co oczywiście jest niezaprzeczalne prawda 👍 ale tak po ludzku jestem ciekaw ilu doświadczonych kolegów z długimi latami jazdy na nartach potrafi tak pojechać jak na filmie wskazanym przez Jacka ? Jak dla mnie mając 46 lat temat fantazja aczkolwiek i fantazja jest do osiągnięcia w kolejnym życiu 😂4 punkty
-
Cześć Zwróć uwagę na te dwa stwierdzenia. Pamiętaj, że bardzo ciężko jest analizować swoją jazdę a jeszcze ciężej zmieniać, nawet osobom doświadczonym ale bez bazy szkoleniowej... Nawet tu na forum było/jest sporo osób, którym różne rzeczy "się wydaje" ale prawdziwy postęp robią ci, którzy się szkolą pod okiem fachowców. Polecam tę drogę. Pozdro serdeczne4 punkty
-
4 punkty
-
Zajebista ! Oby tylko powstała ✊ a jak powstanie pierwsza to pojawia się kolejne hale z których masa osób będzie korzystała ⛷️tak jak My dziś 😉4 punkty
-
A propos budowy domu - Twoje szacunki sa na jakiej p[odstawie - ile par nart wykonałeś we własnym zakresie? Czy przeciętny mieszkaniec Bangladeszu żyje na porównywalnym poziomie mieszkańca dużego maista europejskiego? Krzysiek Moruniek opisywał swoje wizyty na Bałkanach, stwierdził, że już jest bardzo drogo po X kolejnych wyjazdach. Więc ma ogląd na zmianę cen w związku z podwyższeniem standardów życia przeciętnego mieszkańca. My bazujemy na dużym obrocie, nie jesteśmy najtańsi, ale mamy inne atuty które dla klientów są ważniejsze. Dla przykładu karton opakowaniowy GC1 (jednostronnie powlekany, dwustronnie bielony) koszt zakupu zawiera się w granicach 4,00-15,00 netto/kg. Jest ogromna różnica w jakości w tym zakresie cenowym. Sa klienci, co wybierają te abstrakcyjnie drogie kartony, bo zapakowany w nich towar jest drogi, a karton ma byś śnieżnobiały, a nie trochę biały, a raczej lekko żółty. Po COVID sami zaczęliśmy we własnym zakresie importować papier bezpośrednio od producentów - z całego świata. Jest znacznie tańszy niż w PL u hurtowników. Ale finalnie sprzedajemy go po trochę niższej cenie (tylko na nasze potrzeby - dla klientów) niż standardowa cena hurtowa w PL, ponieważ: Trzeba go kupić dużo i to jednolity - czyli określony format i gramatura oraz rodzaj papieru. Trzeba od razu wywalić kasę. Papier trzeba magazynować, bo to zakupy na dłuższy okres. MIn. zamówienie to 36 palet. Papierów - rodzajów, formatów i gramatur jest od groma. Powiedzmy że kupujemy 20 standardów - to jest 720 palet. Trzeba na to powierzchnie magazynową, magazyn trzeba wyposażyć, trzeba zatrudnić magazynierów etc. Więc finalnie koszty - w naszym przypadku to min 60 tys. netto m-c. Więc finalnie to mimo iż go kupujemy znacznie taniej to licząc wszystkie dodatkowe koszty to marża jest na poziomie 5% dodatkowego zysku dla firmy. Pod warunkiem, że jest robota i papier systematycznie schodzi. Im dłużej go magazynujemy, tym mniej na nim zarabiamy, a po pewnym okresie wręcz jest strata. Bazujemy na dużym obrocie. Każda firma chce i musi zarabiać, a jak coś da się sprzedać drożej, bo jest specjalistyczne - tak tez się robi. O ile znajda się na to odbiorcy. Żeby oszacować realny koszt produkcji, trzeba znacz wszystkie koszty z tym związane, bo inaczej to wyliczenia laików są z dupy. Zysk, to to co Ci pozostaje po opodatkowaniu, nie różnica między kosztem zakupu materiałów i sprzedażą finalną produktu. Stockli to uznana marka, ale czy jest producentem wielkoseryjnym? Nie wiem. Chyba nie produkuje nart typu market i np. w stosunku do np. Atomic to jest mała firma o dużo niższym wolumenie sprzedaży. pozdro4 punkty
-
4 punkty
-
koniec marca 2025 - warun dalej doskonały choć na dole po południu trochę zmiękło4 punkty
-
Inflacja skumulowana od 2019, to 42.8% (Polska). Atomic G9 wówczas do kupienia za 2150, obecnie 3200, czyli + o około 48.5%. Wzrost ceny zatem o około 6%. Wzrost ceny katalogowej tego modelu wyniósł w tym okresie +28%. Sprawdźmy tytułowe Stockli. Laser GS 2020 4150, obecnie 6500, zatem wzrost ceny o blisko 14%. To tylko w odniesieniu do inflacji w naszym grajdole, bez odniesienia do realnego wzrostu/spadku cen energii, surowców, pracy itd. u poszczególnych producentów. *czy zarobki 16.7 mln miesięcznie dla sportowca nie są jeszcze bardziej wyrwane z pupy, niz ceny niektórych produktów? Są, ale ktoś tyle płaci... Czy 2.2 mln dolców za buty MJ, w których zagrał podczas swoich ostatnich finałów NBA, to lekka przesada? Jak pokazuje życie, nie dla wszystkich...4 punkty
-
Ten plan nauczania jest za skaplikowany. Odmiany krystiani , dla mnie tylko wprowadzają zbyt duże nie zrozumienie i zamieszanie . Szczególnie jak mamy rotacyjno - kontrotacyjna . Dla instruktora to może dobrze bo wygląda że tyle umie a jeszcze więcej może popełnić błędów . Dla ucznia , zagubienie i ciemność. A to powinno być Światło. Pozdrowienia4 punkty
-
4 punkty
-
(Przeniosłem stamtąd) Nie mam przodków na nartach ale wklejam jako hipotetyczny przodek … 🤣 … 3 raz narty na nogach. Jakieś wypożyczone Rossignole na Arenie. Jakieś 7 lat temu. Grupy przedstawiać nie muszę 😉4 punkty
-
Zróbcie, bo faktycznie temat ciekawy. Tyle że w dzisiejszych czasach sprowadzi się to do przeszukania internetu. 🙂 Sam właśnie to zrobiłem i poczytałem krótka biografię Mathiasa Zdarsky'ego. Austriaka, który jest ojcem narciarstwa zjazdowego czy alpejskiego jak kto woli. Skądinąd ciekawy człek: malarz, filozof, nauczyciel, podróżnik i... narciarz. Wymyślił pierwsze prototypy dzisiejszych wiązań, zorganizował pierwsze zawody narciarskie, miał wielu przyjaciół wsród Polaków. "Podobnie jak Norwegowie, używał tylko jednego kijka, a skręty wykonywał za pomocą łokci." 🙂 https://pl.wikipedia.org/wiki/Mathias_Zdarsky Gdy myślę o historii narciarstwa zjazdowego, zaraz przypomina mi sie moja mama. Zaczeła jeździć na nartach gdzieś w okolicach 1930 r. Może nawet wcześniej. Nie było wtedy żadnych kolejek linowych, szynowych nie mówiąc o wyciągach. Ale juz używała dwóch kijków. 🙂 Zdjęcie z Zakopanego z lutego 1931 r.4 punkty
-
Ale w dobie ocieplenia i roztopów najbliżej tematycznie są Turcy.4 punkty
-
Ale @Victor może szybciej dojechać - wszędzie ma pierwszeństwo.. 😉3 punkty
-
Cze Zarówno @Mitek jak i @Harnaś mają rację. Jeśli masz okazję, to na początku sezonu zaatakuj jakiś wyjazd szkoleniowy, to ktoś pomoże ogarnąć Ci ten chaos. Ustawi sylwetkę i jazdę. Może Adaś albo Tadeo. Raczej na dłuższy - tygodniowy wypad niż lekcje godzinowe. Da to wymierne efekty - niestety nauka kosztuje. Masz predyspozycje - więc to wykorzystaj. pozdro3 punkty
-
Też jestem w szoku. Brzmi tak niewiarygodnie, że zakrawa na... sam już nie wiem na co. To nie ja byłem Ewą. Na mnie zwykle donoszą, w tym się specjalizuję, ale to na innym forum było grane. Pamiętamy... PS pewno wkurzył kogoś z Warszawy... u mnie tylko babcia, ale dawno już... nie żyje.3 punkty
-
Tu Masz przykład nie ratrakowanej trasy,muldy głębokie po pas, zawsze wybieram prawą stromszą stronę patrząc z dołu bo jest dla mnie łatwiejsza.3 punkty
-
3 punkty